Istnieją takie rzeczy na niebie i ziemi, które nie śniły się naszym filozofom.

Tytuł felietonu jest nawiązaniem do najbardziej znanej sztuki teatralnej, czyli „Hamleta”. Wydarzenia minionego tygodnia przypominały sceniczny repertuar: od komedii do tragedii, poprzez dramat.

Właściwie trudno jest stwierdzić, co było najistotniejszym wydarzeniem, bo z dnia na dzień wszystko zmieniało się jak w kalejdoskopie. Partia rządząca robi wszystko, żeby zarządzać kryzysem, którego (dla odmiany) sama nie wywołała. Koniec końców udało się uchwalić „Tarczę antykryzysową”, dzięki między innymi, odrzuceniu wszystkich poprawek jakie do tej ustawy zaproponował Senat. Na następny dzień okazało się, że tarcza jest niewystarczająca, bo po pomimo niej (albo przez nią?) 11 tysięcy firm zawiesiło działalność, a kolejne parę tysięcy jest w trakcie składania wniosków.

Partia rządząca, aby pokazać, że Polak na drzwiach stodoły poleci, wbrew totalnej opozycji, nie ogłosiła (i nie ogłosi) stanu klęski żywiołowej, bo zgodnie ze słowami premiera Jarosława Gowina, odszkodowania dla firm wykończyłyby finanse publiczne. Profesor Zofia Łętowska (za czasów minionej władzy autorytet prawniczy) oraz ekonomiści twierdzą, że suma odszkodowań wynosiłaby 3 razy mniej niż 13. emerytura i jeszcze mniej niż pierwsza wersja „tarczy”. Jednak rząd wie lepiej – widzą bieżące wskaźniki budżetowe.

Tymczasem Państwowa Komisja Wyborcza działa tak jakby nic się nie działo. Termin powołania obwodowych komisji wyborczych w szpitalach, statkach i w innych miejscach upłynął w poniedziałek. Zaledwie 21% obwodów i komisji zostało obsadzone, a teraz nawet ci, którzy się zgłosili – rezygnują. Najwyżej głosować będą tylko Prawdziwi Polacy z miejscowości, w których partia rządząca ma większość w radach.

W trybie nagłym został odwołany prezes Poczty Polskiej, a na jego miejsce powołano wiceministra obrony narodowej. Wszystko po to, żeby głosowanie korespondencyjne mogło się odbyć bez żadnych przeszkód. Niestety okoniem stanął związek zawodowy pocztowców, absolutnie przeciwny temu, aby w potencjalnym szczycie epidemii każdy z listonoszy odwiedzał średnio 1300 osób. Partia rządząca przypomniała listonoszom, że poczta jest polska, więc doręczyciele mają się zachowywać patriotycznie.

Partia rządząca w dalszym ciągu twierdzi, że w Polsce życie odbywa się tak jak zawsze, a wybory odbędą się 10 maja, choćby się waliło, paliło, a pioruny biły. Na tym polu doszło do spięcia w obozie rządzącym, pomiędzy ugrupowaniami Jarosławów – Gowina i Kaczyńskiego. Wicepremier zaproponował, by zamiast kombinować czy wybory mają się odbyć w maju i jak je przeprowadzić, to lepiej zmienić konstytucję i przedłużyć obecnemu prezydentowi kadencję o dwa lata, bez możliwości ubiegania się o reelekcję. Premierowi nie udało się przekonać koalicjantów, więc jak człowiek honorowy podał się do dymisji. Jednocześnie obiecał, że jego ludzie będą głosować tak jak partia rządząca. Dwie godziny później, przy głosowaniu o wprowadzenie wyborów korespondencyjnych do porządku obrad, 6 posłów Porozumienia zagłosowało inaczej, albo się wstrzymało. Zdaje się, że Porozumienie nie do końca porozumiało się, co do tego jak ma postępować.

Partia rządząca postanowiła nie odpuszczać i kiedy wniosek rządowy przepadł, to grupa posłów zaproponowała swój projekt. Sejm, zamiast zajmować się drugą wersja „tarczy antykryzysowej” przez cały poniedziałek zajmował się tym, czy w ogóle powinni o tym rozmawiać. Albo mi się wydaje, albo partia rządząca oderwała się od rzeczywistości.

Pozostając przy Jadwidze Emilewicz. Pani Minister, a za chwilę Wicepremier z nominacji i po dymisji Gowina, wymyśliła, że aby ratować polską branżę turystyczną każdy z Polaków ma dostać talon na kwotę tysiąca złotych, do wykorzystania w wakacje. Oczywiście, wszystko zależy od tego ile firm hotelarskich i turystycznych wakacji dożyje.

Gdzieś pomimo całej sprawy z koronawirusem, minister kultury Piotr Gliński wydał pozytywną opinię, co do projektu dotyczącego przywrócenia „Klejnotu Rzeczpospolitej” Prezydentowi RP. Śpieszę z wyjaśnieniem o co chodzi. Wspomniany klejnot, to złoty łańcuch ozdabiany emalią i brylantami (oryginalnie założony przez Stanisława Augusta Poniatowskiego na koronację), symbolizujący przywództwo w kapitule Orderu Orła Białego. W II Rzeczpospolitej łańcuch przynależał prezydentom Polski, ale tylko jeden z nich (Ignacy Mościcki) założył go i to dosłownie raz – do zdjęcia. Projekt senatu (dla oddania rzetelności, poprzedniej kadencji) zakładał, że albo oryginalny ponad dwustuletni artefakt albo jego kopia (wyceniana na +/- 20 milionów złotych) będzie noszona przez obecnego prezydenta w oficjalnych sytuacjach. Nie wiem jak państwo, ja jednak uważam, że te pieniądze można wydać lepiej (nie wiem, na szpitale?).

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy wydała kilka milionów złotych na zakup (w Chinach) sprzętu dla polskich szpitali. Niestety, ze względu na obostrzenia w transporcie nie można ich było dostarczyć. Wtedy do akcji wkroczył urzędnik niskiego szczebla z Ministerstwa Spraw Zagranicznych i zorganizował transport wojskowym samolotem. Kiedy wszystko było już zapakowane, wkroczył urzędnik wyższego szczebla z Ministerstwa Obrony Narodowej i samoloty odwołał. Jurek Owsiak stwierdził, że w takim razie, sprzęt przypłynie zaprzyjaźnionym statkiem, z któregoś europejskiego kraju.

Wiadro pomyj zostało wylane na Agencję Rezerw Materiałowych. Okazało się, że sprzedała za bezcen 65 tysięcy masek pełnotwarzowych (takie z szybką i „trąbą”), ponieważ nie opłacało się zrobić im serwisu. Przedstawiciele Agencji twierdzą, że koszty były za wielkie i taniej było kupić nowe. A to, że sprzedaż odbyła się na tydzień przed pierwszym przypadkiem Covida, to już naprawdę nie ich wina. Ale przynajmniej mają zapas węgla dla całej polskiej gospodarki na dwa lata.

Dożyliśmy ciekawych czasów. W Wielkiej Brytanii po raz pierwszy od osiemnastu lat orędzie do narodu wygłosiła królowa Elżbieta II. Do tej pory takie przemówienia były wygłaszane w ważnych (z punktu widzenia brytyjskiego społeczeństwa) powodów, takich jak Wojna w Zatoce Perskiej, Wojna o Falklandy albo śmierć księżnej Diany. Królowa podziękowała wszystkim, którzy pozamykali się w domach i wszystkim życzyła dużo zdrowia. Z kolei jeden z największych negacjonistów pandemii koronawirusa, czyli premier Zjednoczonego Królestwa Boris Johnson, nie dość, ze miał pozytywny wynik testu, to jeszcze wylądował w szpitalu.

W Stanach Zjednoczonych epidemia doszła do tego etapu, że nawet prezydent Donald Trump zaczyna uważać, że chyba rzeczywiście problem istnieje i najwyższa pora się z nim zmierzyć. Na razie ograniczył się do wygrażania na Tweeterze General Motors i innym amerykańskim firmom. Mają przestać zajmować się pierdołami typu samochody, słodkie napoje i ubrania, a zacząć produkować respiratory, maseczki i płyn dezynfekcyjny.

Nastąpiło też delikatne spięcie pomiędzy Niemcami, Francją i Stanami Zjednoczonymi. Otóż, oba europejskie kraje zamówiły dużą dostawę środków ochrony osobistej w USA, ale z powodu decyzji prezydenta, transport będący już był w połowie drogi został zawrócony. Ponieważ produkcja ze Stanów ma być tylko dostępna w Stanach.

I takiego ratowania polskiej gospodarki sobie i wszystkim życzę,

Żmija

Żmija

Jadowity punkt widzenia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *