Wiceadmirał Józef Unrug – twórca legendy Polskiej Marynarki Wojennej

Po zakończeniu I wojny światowej Polska ponownie powróciła na mapy Europy i świata, dzięki czemu uzyskano dostęp do Morza Bałtyckiego. Wraz z odzyskaniem niepodległości następowała budowa polskich sił zbrojnych. Oczywiste stawało się, że w związku z uzyskaniem dostępu do Morza Bałtyckiego oprócz armii należy stworzyć również flotę. Proces kreowania poszczególnych komponentów sił zbrojnych od momentu powstania II RP przechodził różne fazy. W sposób brutalny przerwała go II wojna światowa. Nie brakowało wielu trudności. Okręty nie odpowiadały wymaganiom, nie było też w pełni profesjonalnych kadr. Zastrzeżenia budziło przygotowanie współpracy między marynarką i innymi formacjami zbrojnymi.

Marynarka Wojenna jako komponent zarówno odradzających się sił zbrojnych jak również jako jedna z części składowych odradzającej się II RP, zaczęła się w roku 1918 rozwijać w sposób bardzo dynamiczny. W styczniu 1920 roku rozpoczęło się obejmowanie ziemi pomorskiej przyznanej Polsce traktatem wersalskim. Od tego momentu patrzono na Bałtyk jak na naturalne ujście ekonomicznego rozwoju Polski oraz główną arterię łączącą jej przyrodzone bogactwa z rynkami handlowymi i przemysłowymi zachodu.

Wymagało to oczywiście dalszych działań dotyczących marynarki. W tym czasie w procesie rozbudowy naszej marynarki dominowała tak zwana „opcja angielska”, co zaowocowało przybyciem brytyjskiej misji morskiej z komandorem Whortonem na czele. Misja ta współpracowała z departamentem dla spraw morskich przy przejęciu 6 poniemieckich torpedowców. Istniał też projekt przekazania Polsce przez marynarkę brytyjską 1 krążownika i 5 torpedowców. Nieco później zaczęła dominować tak zwana „opcja francuska”. Wiązało się to z wysyłaniem polskich marynarzy na kursy specjalistyczne do Francji, a w szczególności do wyższej szkoły wojenno – morskiej. W roku 1924 przybyła do Polski misja francuska, której pierwszym szefem został kontradmirał Jolivet. Znaczną rolę w pierwszym etapie rozwoju Polskiej Marynarki Wojennej odegrali marynarze oraz oficerowie i podoficerowie służący w okresie poprzedzającym odzyskanie niepodległości w armiach zaborczych. Wielu z nich to szczególnie wybitne jednostki. Był nią bezdyskusyjnie Wiceadmirał Józef Unrug. Z pewnością nie jest postacią znaną szerzej Polakom. Większość zapewne nigdy o nim nie słyszała, a powinna, bo był człowiekiem niezwykłym.

Józef Unrug, a właściwie Joseph von Unruh, urodził się w 1884 r. w Brandenburgu, nieopodal Berlina. Pochodził z zamożnej, wojskowej rodziny. Jego ojciec był generałem gwardii pruskiej, więc w pewnym sensie wybór kariery żołnierskiej był w jego przypadku naturalny. Nie wiadomo jednak, co konkretnie skłoniło go do służby morskiej. Mimo tego, że Unrugowie wywodzili się ze starego rodu pruskich baronów, a matka wiceadmirała Izydora von Bünau była saksońską hrabianką, to ich syn, przyszły dowódca floty spod biało-czerwonej bandery, zawsze uważał się za Polaka. Nigdy nie podpisywał się jako Josef von Unruh. Zarówno ojciec, jak  jego starsi bracia brali udział w powstaniu styczniowym 1863 roku. Matka, niemiecka hrabianka, nigdy nie mówiła po polsku i to ojciec wychowywał synów w polskiej tradycji. Uczył polskiej historii, posyłał na lekcje języka polskiego do polskich emigrantów. Podczas I wojny światowej Józef Unrug służył w niemieckiej Cesarskiej Marynarce Wojennej. Został nawet dowódcą flotylli szkolnej okrętów podwodnych. Po wojnie wystąpił jednak z szeregów pruskiej armii, kiedy dowiedział się, że powstaje marynarka polska.

Tuż po odzyskaniu niepodległości wystąpił z Kaiserliche Marine i wraz z innymi polskimi żołnierzami, którzy walczyli dotąd po stronie zaborców, wrócił do Polski, by rozpocząć służbę w Polskich Siłach Zbrojnych. Podkreślić trzeba, że do Polski ciągnęli ludzie ze wszystkich zaborów. Każdy w swojej dziedzinie pragnął pracować dla kraju. Jednym z problemów była trudność w porozumiewaniu się wszystkich w ojczystym języku. Były niemiecki oficer Unrug przedstawił dokumenty, że jest obywatelem polskim z rodzinnym majątkiem w  Sielcu. Przedstawił pisma tamtejszej społeczności potwierdzające jego polskość. Przydali się także krewni: Chłapowscy i Unrugowie służący w oddziałach wojskowych z Wielkopolski. Józef Unrug został pozytywnie zweryfikowany i przyznano mu stopień kapitana marynarki. Już w maju 1919 r. zgłosił gotowość do odbudowy Polskiej Marynarki Wojennej. Jako podwładny, a następnie wieloletni przyjaciel admirała Jerzego Świrskiego tworzył i odradzał polską flotę wojenną. W 1925 r. został jej dowódcą. Kilkanaście lat wcześniej poznał Zofię Unrug, z którą ożenił się w 1921 r. Dość szybo powierzono także Józefowi Unrugowi kierowanie Urzędem Hydrograficznym, który tworzył od podstaw dobierając do współpracy trzech polskich oficerów, byłych oficerów marynarki niemieckiej. Jednym z zadań było nabycie statku hydrograficznego. Władze Gdańska nie uznawały wówczas rządu polskiego, więc statek nabyto niejako prywatnie na nazwisko Kapitana Unruga. W połowie 1920 roku Unrug przedstawił memorandum na temat przyszłej bazy morskiej dla Marynarki Wojennej w Gdyni. Miał istotny wkład w budowę portu. W 1927 roku objął obowiązki dowódcy Floty. Miał już wtedy stopień komandora. W 1933 roku otrzymał awans na kontradmirała. W sierpniu 1939 roku został Dowódcą Obrony Wybrzeża. Był świadomy, że Polska może liczyć tylko na własne siły i zapasy. Kontradmirał jako dowódca wybrzeża nie zamierzał wchodzić w kompetencje dowódcy Lądowej Obrony Wybrzeża, pułkownikowi Dąbkowi, który mu podlegał. Pułkownik Dąbek, znakomity żołnierz, dowódca i patriota spełnił swój obowiązek do końca. Do swojej bohaterskiej śmierci.

Dowódca floty kontradmirał Unrug miał świadomość beznadziejnego położenia Polski w przededniu wojny. Był doświadczonym oficerem jeszcze z pierwszej wojny światowej i nie miał zamiaru przelewać krwi żołnierzy i marynarzy nadaremnie. Był też człowiekiem honoru i rygorystycznie przestrzegał podczas walk międzynarodowych konwencji. Po miesiącu walk poddał podległe mu wojska 1 października. Wielu oficerów i żołnierzy chciało dalej walczyć, lecz posłuchali przełożonego. Unrug miał posłuch i szacunek wśród podwładnych. Niemcy po kapitulacji odnosili się do admirała z wielkim szacunkiem. Honory oddawali mu oficerowie i marynarze. Podczas rozmów kapitulacyjnych z Niemcami, oficerowie polscy pomimo, że znali język niemiecki, mówili tylko po Polsku w obecności tłumaczy. Józef Unrug miał swój udział w podjęciu decyzji o przejściu trzech kontrtorpedowców do Wielkiej Brytanii, co uratowało życie 600 marynarzom oraz spowodowało, że Polska Flota brała nadal udział w II wojnie światowej na morzu. W przeciwieństwie do wojsk lądowych i lotnictwa, które po klęsce wrześniowej odbudowane zostały we Francji, Polska Marynarka Wojenna (PMW) była jedynym komponentem zbrojnym utrzymującym współpracę bojową z aliantami bez przerwy operacyjnej.

Niemcy próbowali nakłonić admirała Unruga do podjęcia służby w marynarce niemieckiej. W jego żyłach płynęła niemiecka krew, był spokrewniony z wieloma wybitnymi rodami niemieckimi. Zawsze słyszeli odpowiedź: JESTEM POLSKIM OFICEREM. 5 października kontradmirał Józef Unrug został odwieziony do obozu jenieckiego. Kolejna próba nakłonienia go do służby w Niemieckiej Marynarce Wojennej nastąpiła w lutym 1940 roku. Admirał odmówił rozmowy po niemiecku, twierdząc, że zapomniał ten język 1 września 1939 roku. Na pytanie czy coś mu potrzeba, odpowiedział, że ma nieszczelną zasłonę. Niemcy byli osłupieni. Od 1941 r. do końca wojny przebywał w oflagu VII A Murnau. Znający go w tamtym czasie gen. Tadeusz Piskor wspominał, że nawet w tych warunkach pozostawał żołnierzem wymagającym pruskiej dyscypliny. Był surowy, ściśle przestrzegał hierarchii służbowej, aż do przesady dbał o schludny wygląd żołnierzy. Odmówił również propozycji podpisania listy Ur-Deutscha (Pra-Niemca), awansu i podjęcia walki w szeregach Kriegsmarine. „Jesteście ludźmi niehonorowymi” – miał odpowiadać na składane niemieckie oferty.

Niemiecka niewola skończyła się dla Józefa Unruga w kwietniu 1945 roku. W maju 1945 roku kontradmirała Unruga zaprosił do swojej kwatery pod Paryżem głównodowodzący wojsk ekspedycyjnych w Europie generał Eisenhower, przysyłając samolot. 18 maja Unrug dotarł do Londynu. Został powołany na zastępcę szefa Kierownictwa Marynarki Wojennej w Londynie. Władze emigracyjne mianowały go do stopnia wiceadmirała. 19 września 1946 roku zapadła decyzja o likwidacji Polskiej Marynarki Wojennej na Zachodzie. Zdał egzaminy i otrzymał dyplom kapitana żeglugi wielkiej. Rząd brytyjski przyznał Józefowi Unrugowi emeryturę, jednakże on, solidaryzując się z setkami tysięcy polskich żołnierzy, walczących po stronie aliantów, którzy takich świadczeń nie otrzymali – odmówił jej przyjęcia. Nie mogąc wrócić do kraju rządzonego przez komunistów, zdecydował się na emigrację. Uniknął w ten sposób represji bezpośrednich, a najpewniej śmierci z rąk stalinowskich zbrodniarzy. Nie uniknął jednak dramatycznego losu wygnańca z Ojczyzny. Zamiast uznania zasług, zamiast zaszczytów i spokojnego życia w Polsce, której tak wiele poświęcił, musiał tułać się w obcych stronach. I chociaż była to jedna z najpiękniejszych krain na świecie, czyli słynąca wielką kulturą i innymi bogactwami Francja, to jednak on z serca i wyboru życiowego, z wielkich zasług i poświęcenia swojego życia był Polakiem. Jego Ojczyzna była i jest tam, nad Wisłą i Bałtykiem. Zmarł w wieku 88 lat w nocy z 28 lutego na 1 marca 1973 roku w Lailly en Val i został pochowany w kaplicy zamku Branickich w Montresor nad Loarą.

W swoim testamencie upomniał się o przywrócenie pamięci, pełną rehabilitację i godne uczczenie bohaterstwa podwładnych i towarzyszy broni. Zastrzegł, że sprowadzenie jego szczątków do Polski będzie jedynie możliwe: „jeżeli uprzednio lub równocześnie, zostaną podobnie uczczeni i zrehabilitowani także – mający prawo do pamięci Narodu – koledzy, oficerowie Marynarki Wojennej RP, niewinnie straceni lub zmarli w więzieniu”. Wśród nich wymienił m.in. kontradmirałów Stanisława Mieszkowskiego i Jerzego Staniewicza oraz komandora Zbigniewa Przybyszewskiego. Ich szczątki zostały odnalezione w 2013 r. w kwaterze „Ł”, na tzw. Łączce, na warszawskich Powązkach. Otworzyło to drogę do spełnienia ostatniej woli Józefa Unruga. 24 września 2018 roku we Francji z udziałem przedstawicieli wojska, BBN, Urzędu ds. Kombatantów, IPN i rodziny admirała rozpoczęły się uroczystości sprowadzenia z Montrésor do Polski szczątków dowódcy obrony wybrzeża Józefa Unruga.

Na przełomie września i października 2018 roku z francuskiego Montrésor prochy Unruga i jego żony przewiezione zostały do portu wojennego w Breście. Stamtąd trumna została przetransportowana na pokładzie fregaty ORP „Kościuszko” do Polski. 2 października 2018 r. prochy zostały pochowane w Kwaterze Pamięci na Cmentarzu Marynarki Wojennej w Gdyni.

Najbardziej trafnie wyjątkowy życiorys Józefa Unruga określił w swoich wspomnieniach Jerzy Kłossowski, zapomniany hydrograf i komandor – „To był Polak, którego patriotyzm przejawiał się w rzetelnym codziennym wykonywaniu obowiązków z całkowitym poświęceniem. Był przełożonym o najwyższych kwalifikacjach fachowych, wychowującym i uczącym własnym przykładem. Zawsze stawiał najwyższą poprzeczkę dla siebie i tego też wymagał od innych. Był człowiekiem szlachetnym, sprawiedliwym, zawsze taktownym, bezpośrednim, szanującym godność innych i własną”.

Piotr Nicpoń

Piotr Nicpoń

historyk politolog

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *