ŚWIĘTO KONSTYTUCJI PRZED ŚWIĘTEM DEMOKRACJI

Miniony tydzień upłynął pod hasłem „majówka”. W wielu ogródkach działkowych (a nawet na balkonach) zapłonęły grille i zapach pieczonej kiełbasy zaczął unosić się jak Polska długa i szeroka.

Tymczasem, życie polityczne w kraju i za granica nie wzięło sobie wolnego tylko dlatego, że akurat w początku maja Polacy mają dłuższy weekend.

Chyba najważniejszym wydarzeniem – tak wskazują doniesienia z sieci społecznościowych, było otwarcie centrów handlowych. Po ponad półtora miesiąca niemożności swobodnego spaceru po galeriach, sklepach z meblami i ubraniami, nasi rodacy rzucić się na nie mieli, jak nie przymierzając, na początku lat dziewięćdziesiątych. Widocznie przez te prawie dwa miesiące wszystkim skończyły się zapasy szaf, komód, wersalek, kanap i kuchenek mikrofalowych.

Otwarcie handlu jest kolejnym etapem odmrażania gospodarki. Równolegle właściciele sieci hotelowych użalają się w mediach, że zostali oszukani, bo niby mogą proponować gościom pokoje, ale nie mogą otwierać sal restauracyjnych, czyli wszystkie posiłki powinny być zanoszone do pokoju. Do tej pory taką usługę otrzymywało się za dopłatą, i pogrążonej w kryzysie branży nie stać na robienie takich rzeczy gratis. Zapewne hotele wynajmujące pokoje na godzinki nie mają takich problemów.

Kadencja I Prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf zakończyła się z ostatnim dniem kwietnia. Ze względu na pandemię była już prezes nie zwołała Zgromadzenia Ogólnego Sędziów w wyznaczonym terminie. Jej obowiązki zostały powierzone Kamilowi Zaradkiewiczowi. P.O. prezesa natychmiast po objęciu tymczasowej funkcji ogłosił, że z głównego holu Sądu Najwyższego mają zniknąć portrety byłych prezesów z okresu PRL. To faktycznie coś, czego najbardziej obecnie potrzebuje polskie sądownictwo. Przy okazji zająknął się, że zgromadzenie ogólne zostanie zwołane na 8 maja, ale sam w wyborach nie weźmie udziału. Kim jest pan Kamil? Gazeta Wyborcza mówi, że miłośnikiem grzybów i lunatykiem – po szczegóły zapraszamy do wszechnicy wiedzy wszelakiej, jaką jest Internet.

Wielkimi krokami zbliża się data wyborów prezydenckich. Operacja ich przeprowadzenia jest mocno utajniona (do dzisiaj np. nie wiadomo kiedy się odbędą), do mediów wyciekła jednak wiadomość kto drukuje karty, gdzie będą składane w pakiety, a poczta z bazy PESEL otrzymać miała adresy wszystkich wyborców, co ujawniło, że opór samorządowców okazał się gestem rejtanowskim. Jak na razie wiadomo, że w całej operacji biorą udział niemieckie i francuskie firmy, więc możemy być pewni, że żaden obcy wywiad nie będzie w niej maczał palców.

Najlepsze w tym to, że ustawa regulująca wybory (na moment pisania felietonu) nadal leży w Senacie, a senackie komisje właśnie rekomendowały całościowe odrzucenie projektu. Jeśli więc senatorowie odrzucą projekt w całości, to kolejny czwartek będzie wyjątkowo gorący, bo wtedy nad odrzuceniem senackiego weta będzie głosował Sejm. Tymczasem (były) premier Jarosław Gowin już zapowiedział, że w jego Porozumieniu nie będzie dyscypliny partyjnej, co oznacza, że partia rządząca może nie mieć większości do przegłosowania decyzji Senatu. W kuluarach sejmowych pojawiły się plotki (cytowane nawet przez media „niezależne”) że rozpoczęły się wielkie łowy na posłów Koalicji Polskiej z Kukiz’15 i z Konfederacji. Wszystko po to, żeby wybory (w jakiejkolwiek formie) się odbyły.

Dziwić może zachowanie opozycji wzywającej do bojkotu wyborów przy jednoczesnym reklamowaniu w mediach swoich kandydatów. Zgodnie z Konstytucją (z czym?) przy wyborze prezydenta kraju musi być dwóch kandydatów. Jeśli będzie jeden, to trzeba je przesunąć. Tylko czy ktoś się zechce wycofać? W partii rządzącej podobno jest plan wycofania obecnego prezydenta, jeśli głosowanie się nie uda. PAD ogłosiłby wówczas dymisję przed upływem kadencji, a jego obowiązki przejmie Marszałek Sejmu. Wypytywany o to przez dziennikarzy prezydent nie potwierdził, ani nie zaprzeczył, a jak już kiedyś pisałam – nie wierzę w żadną informację jeśli nie została oficjalnie zdementowana.

Inny prezydent Donald Trump i jego wiceprezydent Mike Pence dali do zrozumienia, że za pandemię koronawirusa odpowiadają Chiny (a to ci niespodzianka!). Mają na to ponoć twarde dowody, ale niestety nie mogą zdradzić, z którego tajnego raportu datowanego na 1 maja powzięli tę informację. Tak czy inaczej ilość aktywnych przypadków dobiła do 3,5 miliona w tym 1,2 mln w USA. Przynajmniej teraz wiadomo skąd się wziął – gdyby ktoś wcześniej nie wiedział.

Świadomych wyborów korespondencyjnych, sobie i wszystkim życzę,

Żmija

Żmija

Jadowity punkt widzenia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *