CZY NA TAKIE WYZWOLENIE CZEKALI POLACY?

75 lat temu na początku maja 1945 r. Niemcy podpisały bezwarunkową kapitulację, która kończyła trwającą od 1 września 1939 r. wojnę w Europie. Nie był to ostateczny koniec wojny w wymiarze światowym gdyż działania wojenne zakrojone na szeroką skalę toczyły się jeszcze przez około cztery miesiące na Dalekim Wschodzie. Dopiero kapitulacja Japonii, która miała miejsce 2 września 1945 r. – była ostatecznym końcem II wojny światowej, która w wymiarze globalnym pochłonęła według oficjalnych danych ponad 50 mln ofiar – poległych, zamordowanych i zmarłych w wyniku działań militarnych. Według niektórych źródeł łączny bilans ofiar wojny na całym świecie mógł sięgać około 100 milionów, gdyż nigdy nie doszacowano rzeczywistych strat w ZSRR oraz na Dalekim Wschodzie (szczególnie w Chinach i Azji Południowo – Wschodniej).

Biorąc pod uwagę zakończenie wojny na Starym Kontynencie warto przy tej okazji podkreślić, że istnieją dwie oficjalne daty tego historycznego wydarzenia: 8 maja w krajach zachodnich i 9 maja w Federacji Rosyjskiej (do początku lat 90. także w krajach bloku sowieckiego). Współcześnie datę 9 maja jako zakończenie wojny obchodzi się także na Ukrainie (w 2015 roku zamiast Dnia Zwycięstwa ustanowiono tam Dzień Zwycięstwa nad Nazizmem w II Wojnie Światowej).

8 maja 1945 roku brytyjski samolot wojskowy dostarczył na berlińskie lotnisko Tempelhof trzyosobową delegację niemiecką z feldmarszałkiem Wilhelmem Keitlem na czele. Wcześniej alianci zażądali od Niemiec bezwarunkowej kapitulacji . Przygotowany przez nich dokument zawierał warunki bezwarunkowego poddania się wojsk niemieckich, jakie ustalono poprzedniego dnia w Reims (Francja). Ceremonia podpisania aktu kapitulacji odbyła się w byłym kasynie oficerskim szkoły saperskiej w berlińskiej dzielnicy Karlshorst. Ze strony niemieckiej poza Keitlem jako przedstawiciele głównych rodzajów niemieckich sił zbrojnych kapitulację podpisali także: Hans von Friedeburg (dowódca niemieckiej marynarki wojennej) i generał lotnictwa Hans-Juergen Stumpff. Po stronie alianckiej byli to odpowiednio: marszałek Gieorgij Żukow (ZSRR), Arthur Tedder (Wielka Brytania), gen. Carl Spaatz (dowódca amerykańskiego lotnictwa strategicznego) oraz gen. Jean de Lattre de Tassigny (Francja). Z uwagi na to, że podpisy złożono o godzinie 22.30, w Moskwie, ze względu na dwugodzinną różnicę czasu, był już 9 maja i dlatego ten właśnie dzień w Związku Sowieckim i krajach mu podporządkowanych obchodzono jako Dzień Zwycięstwa.

George Patton (1885-1945) – generał amerykański, jeden z najzdolniejszych dowódców II wojny światowej, słynny z dowodzenia 7. Armią podczas kampanii włoskiej na konferencji, która miała miejsce 8 maja 1945 roku powiedział:

„Dzisiaj powinniśmy powiedzieć Rosjanom, że mają iść w cholerę, zamiast ich słuchać, kiedy nam mówią, że mamy się cofnąć. To my powinniśmy im mówić, że jeśli im się nie podoba, niech idą w piz..u, i wydać im wojnę. Pokonaliśmy jednego wroga ludzkości, ale umocniliśmy drugiego, znaczenie gorszego, w którym jest więcej zła i zajadłości niż w pierwszym”. Na koniec stwierdził otwarcie: „Niestety, niektórzy z naszych przywódców są po prostu cholernymi durniami i nie mają pojęcia o historii Rosji. Cholera, mam wątpliwości, czy wiedzieli chociaż tyle, że Rosja jeszcze niecałe sto lat temu zajmowała Finlandię, wyssała krew z Polski i zrobiła z Syberii więzienie dla własnego narodu. Wyobrażam sobie, jak szydził Stalin, kiedy uzyskał od nich wszystko podczas tych niby konferencji”.

Według oficjalnych zestawień II wojna światowa w Europie i w ZSRR kosztowała życie ok. 30 760 tys. osób, z czego w Europie zginęło 30 460 tys. Największe straty ludnościowe odnotował ZSRR (17 mln) następnie Polska (6 mln), Niemcy (3,3 mln), Jugosławia (1,7 mln), Francja (0,6 mln). Porównując jednak liczbę strat do liczby mieszkańców danego państwa klasyfikacja wygląda inaczej. Polska straciła najwięcej, bo ok. 20% stanu swojej ludności, Jugosławia – ok. 12%, ZSRR – ok. 9%, Grecja – ok. 7%, Austria – ok. 6%, Niemcy 5%. Oczywiście warto pamiętać o tym, iż obywatele polscy w znacznym stopniu ginęli w wyniku terroru okupantów, natomiast Austriacy i Niemcy jako żołnierze agresorskich armii.

Liczba 6 mln zabitych podczas wojny obywateli Polski jest mocno kontrowersyjna, prawdopodobnie niedoszacowania i jak się wydaje, ustalona na potrzeby propagandowe. W sposób arbitralny i bez jakichkolwiek, choćby pobieżnych szacunków, ustalił ją Jakub Berman (polski działacz komunistyczny żydowskiego pochodzenia). Berman był współtwórcą podstaw państwa komunistycznego w Polsce. W latach stalinowskich dodatkowo odpowiedzialnym za zbrodnie komunistyczne. Pod koniec 1946 r. znane mu były trudności statystyków i demografów dotyczące ustalenia liczby polskich obywateli zabitych podczas wojny. Berman, pełniący wówczas funkcję podsekretarza stanu w Prezydium Rady Ministrów, arbitralnie i bez żadnych rzetelnych oszacowań zadecydował, że liczba ofiar II wojny światowej dla Polski wynosi 6 mln 28 tys. Nadal nie mamy nawet przybliżonych danych dotyczących strat osobowych pod okupacją niemiecką i sowiecką z lat 1939-1945. Ostateczna weryfikacja będzie możliwa dopiero po zakończeniu programów dokumentacyjnych prowadzonych przez IPN. Według aktualnej wiedzy łączne straty śmiertelne ludności polskiej pod okupacją niemiecką wyniosły ponad 2,7 mln. Liczbę tę należy jednak traktować orientacyjnie. Z kolei generalne szacunki dotyczące polskich ofiar sowieckiej Rosji mówią o nie mniej niż 150 tys. ofiarach śmiertelnych (w naukowym obiegu jest też liczba 500 tys. Polaków i ponad 1,8 mln bezpośrednio represjonowanych).

Okupacja wojenna na terenie Polski należała do najokrutniejszych i najbrutalniejszych w całej Europie. Polska straciła największy procent ludności ze wszystkich państw europejskich. Z zestawienia spisów powszechnych z lat 1931 i 1946 wyraźnie widać, iż Polska straciła w ciągu około 15 lat ponad 8 milionów swoich obywateli, nie licząc około 1 mln inwalidów czy 1 mln chorych na gruźlicę. Ofiary, które poniosły śmierć w trakcie okupacji polskich ziem nie były wyłącznie narodowości polskiej czy żydowskiej. Byli to także Ukraińcy, Białorusini, Litwini, Czesi, a nawet Niemcy, którzy posiadali polskie obywatelstwo. Wynikało to z wielonarodowego charakteru przedwojennej Polski, gdzie mniejszości narodowe wynosiły około 30%.

Mimo, że Polacy w 1945 roku z pomocą Armii Czerwonej zostali uwolnieni od ludobójczej polityki nazistowskich Niemiec, to jednocześnie czerwonoarmiści przynieśli Polsce kolejne zniewolenie. W kraju powstała komunistyczna dyktatura, która całkowicie zależna od sowieckiej Rosji, wprowadzała siłą antydemokratyczne „porządki”. Warto odnotować, że procesowi „wyzwalania” towarzyszyły gwałty i grabieże. Tylko w maju 1945 roku w samym Gdańsku służby sanitarne informowały, że zgwałconych zostało 40% dziewcząt i kobiet do 50. roku życia

Tym samym zakończenie wojny w Europie w maju 1945 roku nie było bezwarunkowym zwycięstwem, takim jakim był na przykład 11 listopada 1918 roku. Koniec wojny nie stał się jednak niestety, między innymi z winy politycznych decyzji naszych zachodnich sojuszników, powrotem do wolnej i suwerennej Rzeczypospolitej. Do dziś ponosimy konsekwencję tamtych decyzji i lat. Kilkudziesięcioletnia obecność Sowietów w Polsce dała się we znaki w każdej dziedzinie. Najmniej znany wątek związany z kilkudziesięcioletnią obecnością Sowietów w Polsce po roku 1945 dotyczy sfery gospodarczej. Przez wiele lat III RP stanowiło to z wiadomych względów temat tabu, a i obecnie mało kto zdaje sobie sprawę z realnych strat, jakie ponieśliśmy. Za sprawą “wyzwolicieli” sowieckich, którzy potraktowali zrujnowany kraj jako należny im łup wojenny, nie dane było Polsce uzyskać choćby symbolicznej rekompensaty za poniesione straty. Brytyjczycy i Amerykanie przyjęli tę sytuację do wiadomości bez większych sprzeciwów. Idąc od zachodu już na Odrze skonfiskowali Sowieci 98% floty rzecznej. W miastach portowych 70% majątku stoczniowego przeszło w posiadanie „sojuszników”. I to decyzją Państwowego Komitetu Obrony. Z samych tylko fabryk Górnego Śląska w marcu 1945 roku przeznaczono do wywiezienia 26 tys. ton wyrobów walcowanych, 4 tys. ton różnych wyrobów metalowych, 3 tys. ton blachy, 2 tys. ton rur stalowych, 560 ton lin stalowych i 2,4 tony srebra. Sam Gieorgij Żukow meldował Stalinowi, że jego oddziały zdobyły w całości fabryki m.in. w Łodzi, Tomaszowie, Radomiu, Bydgoszczy i innych mniejszych miejscowościach. Radzieckiego marszałka cieszyło przede wszystkim zajęcie wielkiej liczby cukrowni i gorzelni. Sama tylko wartość konfiskaty i szkód na terenach przedwojennych, wyrządzonych przez wojska sowieckie, została wyliczona przez komunistyczne władze Polski na przynajmniej 2,67 miliarda złotych. Do tego należy doliczyć straty w infrastrukturze, zabudowie mieszkalnej oraz nieuregulowane koszty związane z funkcjonowaniem sowieckich garnizonów w Polsce. Wartość tych strat na dzień dzisiejszy to nawet 54 miliardy dolarów. I jest to szacunek raczej zaniżony. Według danych sowieckich do 2 sierpnia 1945 roku wywieziono jako zdobycz wojenną 1 milion 821 tysięcy ton urządzeń, sprzętu, a także różnych cennych materiałów, czyli 145 tysięcy 680 wagonów kolejowych.

Wiedza o sowieckich rabunkach jest szczątkowa nawet w samej Polsce, a poza jej granicami, w tym także w Niemczech, żadna. Strona rosyjska zaś do dzisiaj dba, żeby żadne “nieodpowiednie” dokumenty nie ujrzały światła dziennego, ponieważ inaczej przedstawiałby się wtedy ogólny bilans polsko-radzieckiej “przyjaźni”. Upadłby wtedy definitywnie mit o “wyzwoleniu” Polski, za które Polacy mają być dozgonnie wdzięczni nie tylko Związkowi Radzieckiemu, ale także jego spadkobierczyni, putinowskiej Rosji. Druga, czerwona głowa hydry przez dziesiątki lat do doskonałości doprowadziła posługiwanie się siłą i kłamstwem. Z czasem straciła siłę, ale kłamstwo trwa po dziś dzień. Tym samym rolą i zadaniem współczesnego oraz przyszłych pokoleń Polaków jest nie tylko godne pamiętanie o trudnych latach wojennych oraz żmudnej drodze do niepodległości. Jest nią także walka o prawdę i przeciwstawianie się wszelkiemu historycznemu zakłamaniu i manipulacjom faktami. Nie powinno to być wyłączną domeną historyków, choć to na ich barkach znajduje się w znacznej mierze ten ciężar.

Piotr Nicpoń

Piotr Nicpoń

historyk politolog

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *