DO SKUTKU

Po raz pierwszy od bardzo dawna, wszystko co najciekawsze działo się do niedzieli włącznie, a nie jak bywało przez ostatni miesiąc, największe granaty wybuchały w poniedziałek. Miniony tydzień minął pod znakiem wyborów, które do ostatniej chwili nie wiadomo było czy się odbędą.

Na samym początku zaskoczeniem było zachowanie senatorów. Marszałek Senatu Tomasz Grodzki, zamiast przeciągać uchwalenie ustawy o głosowaniu korespondencyjnym do ostatniej możliwej chwili, postanowił, że głosowanie odbędzie się w środę późnym wieczorem, a nie – jak wielu się spodziewało, dopiero w czwartek. Może z tego powodu duża część senatorów partii rządzącej była nieobecna, bo ustawa o głosowaniu korespondencyjnym została przez Senat odrzucona w całości 55 głosami do 35. Mnie w tym wszystkim zastanawia jedno. Tzw. opozycja ma w senacie 50 głosów, a jedna z senatorów niezależnych (Lidia Staroń) zazwyczaj głosuje tak jak partia rządząca… Pytam, skąd te 5 głosów? Najwyższa pora, by prezes zrobił porządek w szeregach, bo kolejny raz jego ludzie nie wiedzą co robią.

Tymczasem Jarosław (Gowin) porozumiał się z Jarosławem (Kaczyńskim). Porozumienie było czysto towarzyskie i poza protokołem, bo też żaden nie pełni znaczącej funkcji poza byciem prezesami odpowiednio, Porozumienia i PiS. Układ zaowocował w czwartek, kiedy to weto Senatu dotyczące ustawy kopertowej zostało odrzucone, a ustawa trafiła na biurko Prezydenta do podpisu. Jednocześnie Jarosław Gowin na tweeterze zawyrokował, że Sąd Najwyższy uzna wybory za nieważne. To znaczy napisał, że tak przypuszczają obaj panowie J. To znaczy jak rozmawiali przy herbacie, to taka myśl padła.

Tymczasem szefowa powołanej za poprzedniej kadencji Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego Joanna Lemańska była zdziwiona, a wręcz oburzona, że ktoś wyrokuje, przed zebraniem Izby. Chyba ktoś pani Lemańskiej powinien przypomnieć dzięki komu jest w tym miejscu gdzie jest i jakie są jej zadania.

Z kolei Państwowa Komisja Wyborcza zebrała się dzień przed zapowiadaną ciszą wyborczą i uchwaliła, że zgodnie z przyjętą ustawą wybory nie mogą się odbyć i się nie odbędą. No i tu zaczyna się problem, bo nie mieli do tego żadnej podstawy prawnej. Co więcej, w myśl tarczy antykryzysowej w wersji 1., nie można za to pociągnąć nikogo do odpowiedzialności. W tym przypadku nawet dwie nowe Izby Sądu Najwyższego nie pomogą.

Pozostając przy Sądzie Najwyższym. Zgodnie ze swoją obietnicą p.o. prezes Kamil Zaradkiewicz zwołał Zgromadzenie Sędziów, aby przedstawić prezydentowi kandydaturę na stanowisko pierwszego prezesa. I na tym generalnie obietnice się skończyły, bo jak piszę te słowa jest poniedziałek i nic nie udało się ustalić. Głównym powodem jest to, że na 99 sędziów 56 jest ze „starych” izb a tylko 43 z „nowych”. I nawet to, że Prezydent na dwa dni przed zgromadzeniem powołał 5 nominowanych przez „nowy” KRS i zablokował 5 nominatów „starego” KRSu nie pomogło. Oliwy do ognia dolał sam Zaradkiewicz, który najpierw zignorował to, w jaki sposób będą się odbywały głosowania i wymyślił swój własny, a potem, gdy okazało się, że „niewłaściwe” osoby wygrywają, to się obraził i stwierdził, że głosowania są nieważne i zawiesił posiedzenie.

Bardzo dziwne rzeczy działy się też w Wiadomościach TVP. Po pierwsze odbyła się debata prezydencka, pomimo tego, że w trakcie tej debaty już było wiadomo, że wybory się nie odbędą (to znaczy Jarosławowie tak powiedzieli, bo PKW się jeszcze nie wypowiedziała, ale co tam PKW). Potem pojawiła się informacja, ze Robert Biedroń „lewicowy” polityk głosował przeciw obniżeniu wieku emerytalnego, tylko po to, żeby później, w głównym temacie przepraszać wyżej wymienionego Roberta, bo oto „Wiadomości” zostały wprowadzone w błąd przez… sztab Andrzeja Dudy. A na koniec, w środowym wydaniu pasek mówił, że Polacy chcą wyborów 10. maja, a w czwartkowym padła informacja, że NIE chcą. Przepraszam, ale gdzie się podziało rzetelne dziennikarstwo z czasów Jacka Kurskiego? Widać, że obecny prezes telewizji sobie z tym nie radzi, bo każdy robi co chce, a nie to co powinien.

W sobotę (9 maja) pojawiła się informacja, że będzie zgłoszona nowa ustawa o organizacjach pozarządowych, w myśl której każda taka instytucja będzie musiała informować o tym, że jest finansowana z zagranicy. Informator, Minister Środowiska Michał Woś jakoś nie chciał zwrócić swojej uwagi na to, że informację o darczyńcach, którzy wpłacają ponad 15 tysięcy złotych jednorazowo, lub 35 tysięcy w ratach, organizacje pozarządowe muszą publikować na swoich stronach internetowych oraz kwartalnych raportach do KRS. Pomysł ministra, przetestowany z dobrym skutkiem w takich ostojach demokracji jak Rosja, Węgry i Turkmenistan, miałby polegać na tym, że każda z organizacji miałaby informację o zagranicznych pieniądzach umieszczać również w stopkach maili, na plakatach (na zasadzie „plakat sfinansowany z funduszy zagranicznych”) i tak dalej. Z tego obowiązku (podobnie jak z tego wcześniejszego) zostałyby zwolnione instytucje kościelne, bo jak wiemy z historii, Watykan zawsze stał po polskiej stronie.

Z kolei ministerstwo energii, i ta informacja uciekła gdzieś bokiem, z różnych przyczyn, ogłosiło, że z powodu fatalnego stanu finansów publicznych nie będzie rekompensat za podwyżkę cen prądu. Po prostu państwo chroniące przedsiębiorców przed bankructwami nie może sobie pozwolić na dorzucenie kilkuset złotych ekstra do każdego gospodarstwa domowego. Ale za to, ma pieniądze na 1000 ekstra bonu turystycznego. Docelowo ma to być przeinaczone dla każdego kto zarabia poniżej średniej, żeby mógł wyjechać sobie gdzieś na wakacje.

W piątek (8 maja) odbył się strajk przedsiębiorców, którzy jak zawsze są niezadowoleni z tego jak rząd i partia rządząca próbuje im pomóc w ciężkich czasach, które wcale nie są przez partię rządzącą sprowokowane. Demonstracja zamieniła się w zamieszki i okazało się, że władza ma dla przedsiębiorców nie tylko solidną tarczę ale i solidną pałkę (policyjną). Poza tym, dopiero w okolicach strajku okazało się (jakby nikt tego nie wiedział przez ostanie dwa miesiące), że na czele protestu jest Paweł Tanajno, kandydat na prezydenta Polski. Do tego wszystkie dotychczasowe „ruchy protestu” odcięły się od tego co się wydarzyło, bo Młodzież Wszechpolska za zamieszki oskarża KOD, kodziarze oskarżają Manifę, a feministki pokazują palcem na skrajną prawicę.

I takiego brania odpowiedzialności za innych sobie i wszystkim życzę

Żmija

Żmija

Żmija

Jadowity punkt widzenia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *