PRACOWNICY GMINY KŁOBUCK, LUBICIE BURMISTRZA?

Polemika

Profesjonaliści – jak sami siebie określają – z Gazety Kłobuckiej przeprowadzili wywiad z kłobuckim burmistrzem Jerzym Zakrzewskim. Padł szereg pytań potwierdzających nasze tezy, że nie jest w kłobuckim ratuszu dobrze. A jak ma być dobrze, skoro przed przyszłotygodniowym głosowaniem na następcę przewodniczącego rady miejskiej Józefa Batóga, radni Koalicji Samorządowej – zaplecza politycznego burmistrza – głosują nad wnioskiem Aleksandra Tokarza, co do zasady przeciwko swojemu koledze? Tym samym, chociaż wybór jest oczywisty i Janusz Soluch zostanie następcą Józefa Batóga, to jednak w ubiegłym tygodniu odbyło się pilne spotkanie całego prezydium klubu, gdzie atmosfera była daleka od chłodnej.

Wracając jednak do wywiadu, przyjrzeliśmy wypowiedziom burmistrza i pytaniom redaktorki GK i mamy kilka wyjaśnień dla tych, którzy wywiad czytali i zupełnie inne spojrzenie na problematykę. Naczelna gazety pyta, czy pandemia mocno wpłynie na budżet? Otóż my przed tygodniem informowaliśmy czytelników, że owszem wpłynie – w kwietniu 2019 roku wpływy z podatków wyniosły 2 207 610 zł, a w kwietniu 2020 roku już tylko 1 262 519 zł.

Czy dużo firm skorzysta z takiej pomocy? Odpowiadamy konkretnie – na razie 51 firm, organizacji i osób prywatnych uzyskało umorzenia. Rekord padł w Borowiance, gdzie Bożenie Mszycy umorzono podatek od nieruchomości w kwocie 22,5 tys. złotych.

Czy burmistrz ograniczył płace lub kogoś zwolnił? Co do zasady nie – większość jak dotąd sama odeszła, a burmistrz nie ma im za złe, ponadto lubi ludzi, którzy chcą pracować, a nie muszą. Najlepsze jednak to, że „jeśli ktoś się nie zgadza z moim (Zakrzewskiego – red.) kierunkiem myślenia, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby zmienił pracę” – jawohl herr obersturmbannführer!

Jeden z mocniejszych fragmentów wywiadu, to pytanie profesjonalistki –„czy jest pan lubiany w urzędzie?” – podobne dzieci zadawały w przedszkolach jak kraj długi i szeroki, póki można było chodzić do przedszkola. Być może już od poniedziałku znów zapytają – a lubicie mnie? Jerzy Zakrzewski odpowiada szczerze – „Znam tych ludzi od lat i wydaje mi się, że się lubimy” – tu się z panem Jurkiem zgadzamy – wydaje mu się!

Burmistrz mówi też, że „potrafi docenić rzeczy dobre” – też się zgadzamy. Potrafi docenić „rzeczy dobre”, gustuje w topowych m.in. smartfonach Samsung Galaxy, Apple… Docenia też pracowników, a „wybrańcy” otrzymują premie uznaniowe za konkretne działania. Fakt! Na miejscu tych spoza grona wybrańców pomyśleć można, że właśnie ich dotyczy punkt „nic nie stoi na przeszkodzie, aby zmienili pracę”.

Redaktorka pyta też o ekwiwalent za niewykorzystany urlop, circa 32 tys. I tutaj też hit – burmistrz śmieje się „Te pieniądze po prostu mi się należały”. „Dziennikarka” nie drąży tematu – „Po potrąceniu wszystkich podatków na konto wpłynęło mi niewiele więcej ponad połowę”. Dodamy od siebie – nie ma znaczenia ile burmistrzowi się należy i ile wpłynęło. Przed wyborami obiecał wykorzystać urlop. Kiedyś mówiło się, że człowiek honorowy dawał parol, to z francuska – słowo. I to jest właśnie to, co wiązało pana z ludem. Słowo miało wartość.

Czy burmistrz nie lubi chodzić na urlopy? „Po prostu lubię pracować. Odkąd zostałem burmistrzem, pracuję od rana do wieczora…” Za podobne słowa Andrzej Duda był nominowany do Srebrnych Ust. „Ja pracuję cały czas, naprawdę, ja się cały czas czegoś uczę, bez przerwy. Ja się uczę w mieszkaniu, ja się uczę w samochodzie kiedy jadę, ja się uczę w samolocie kiedy lecę. Jak się nie uczę tego, co mam powiedzieć, to się uczę tego, co będę chciał kiedyś powiedzieć…” Gratulacje dla kłobuckiego burmistrza, wziął dobry przykład do naśladowania.

Redaktor naczelna zadaje też pytanie o samochód pana Jerzego „Podobno pan się dorobił na pracy w samorządzie całkiem dobrego samochodu?” – burmistrz (w skrócie) odpowiada, że zawsze lubił jeździć bezpiecznymi autami. Ulżyło nam wszystkim! Zakrzewski mówi też, że „gdyby chciał zarabiać duże pieniądze, to nie poszedłby pracować do urzędu.”

Tu się z zgadzamy w pełni, dla takich groszy, to w ogóle nie warto z domu wychodzić. Nim został burmistrzem, w 2014 roku zarobił jako Prezes 120 tys. złotych. W tym samym roku na samorządzie i jego okolicach dodatkowo w LGD Zielony Wierzchołek Śląska 24 tys. złotych, dieta radnego 14 tys. złotych i umowy zlecenie w PZU Życie 4 tys. Razem 162 tys. Miał też około 300 tys. zł w kredytach i 80 tys. zaoszczędzone.

Pięć lat później w 2019 roku zarobił sprawując już funkcję burmistrza 163 tys. W LGD 600 złotych, z Wodociągów 35,7 tys. zł, a PWiK 900 złotych. Razem 200 tys. W pięć lat kredyty zmalały do 100 tys., a odłożył w tym czasie 180 tysięcy.

Gdzie Jerzy Zakrzewski zarabiał lepiej? W prywatnym biznesie czy jako samorządowiec? Obecnie spośród samorządowców z terenu powiatu kłobuckiego, przy funkcji jaką sprawuje – zarabia co do zasady, maksymalne przewidziane prawem stawki.

J.B.

J.B.

redaktor naczelny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *