W OGNIU KAMPANII

Do wyborów prezydenckich zostały dwa tygodnie. Dla większości polityków jest to ostatni dzwonek, żeby złożyć „wiarygodne” obietnice i wycofać się z głupio obranych strategii.

Wszyscy liczący się w wyścigu prezydenckim kandydaci odbywają właśnie swoje tournée po Polsce. Wydarzeniem stała się wizyta Prezydenta Andrzeja Dudy w Wieluniu. Z jednej strony nadano mu honorowe obywatelstwo miasta, a z drugiej strony jeden z jego zwolenników nie wytrzymał obelg ze stronny przeciwniczki i zaatakował ją fizycznie. Nie wiem, czym młoda kobieta zawiniła emerytowi tak bardzo, że „własnoręcznie” bronił honoru kandydata, nie mniej jednak musiały być to naprawdę mocne słowa.

Z pewnym smutkiem stwierdzam, że laitmotivem kampanii nie jest to, jak poprawić życie tzw. „szarym Polakom”, tylko wszyscy zastanawiają się czy LGBTQ+ to ludzie czy nie. Zaczęło się od prezydenckiego pomysłu na to, żeby podpisać kartę rodziny, która miała tę rodzinę bronić przed transseksualizmem, genderyzmem, bolszewizmem i jakimkolwiek – izmem, który akurat będzie na tapecie. Przedstawiciele partii rządzącej zaczęli prześcigać się w tłumaczeniu o co chodzi i… wpadali. Cytatem miesiąca będą słowa Jana Żalka (parę sekund przed tym jak z programu wyrzuciła go Katarzyna Kolęda-Zalewska) i Joachim Brudziński tweetujący o pięknej, „wolnej od LGBT”, Polsce w postaci dwójki, „wypełniających Boży plan” heteroseksualnych ptaków. Żyjące w parach jednopłciowych pingwiny, bizony, żubry, owce, delfiny, szympansy i albatrosy zadecydowały o wyjeździe.

Rafał Trzaskowski oraz Robert Biedroń rytualnie zaczęli bronić mniejszości, prześcigając się w tym jak bardzo ułatwią im życie kiedy już zostaną prezydentami (dla przypomnienia, prezydent nie ma takich prerogatyw). Najgorsze jest to, że ta zatruta propaganda padła na podatne umysły byłych Powstańców Warszawskich, którzy zaczęli przypominać, że Holocaust też zaczął się od prześladowania bliżej nieokreślonej mniejszości.

Tymczasem Władysław Kosiniak-Kamysz zachował się w miarę rozsądnie i stwierdził, że nie będzie brał udziału w tak bezmyślnej wymianie zdań. Zaczął wzywać pozostałych kandydatów do debaty i rozmowy o gospodarce. Zaproponował też, żeby wszyscy zaprezentowali jakiś program, ale nie oszukujmy się, kto normalny by to czytał.

Wszyscy kandydaci (poza PAD) stwierdzili, że będą blokowali ważne, z punktu widzenia strategicznego inwestycje, jak Przekop Mierzei Wiślanej czy Centralne Kartoflisko… tfu, Port Komunikacyjny pod Radomiem, czy elektrownię Ostrołęka. Nie obchodzi ich to, że wydano na to już kilka miliardów złotych i szkoda by było, żeby te pieniądze się zmarnowały (dla przypomnienia, prezydent nie ma takich prerogatyw).

Telewizja Polska nadal na posterunku. W niedziele (14.06.) obchodzony był Dzień Pamięci Ofiar Zagłady. Z telewizyjnego materiału można było dowiedzieć się, że w Auschwitz ginęli wyłącznie Polacy (tu należy oddać honor, bo byli to w większości polscy obywatele). Jednocześnie przypomniano, że Rafał Trzaskowski w czasach kiedy był wiceministrem spraw zagranicznych brał udział w spotkaniu przedstawicieli biznesu, z grupy oskarżanej przez wszystkie prawicowe media na świecie (i Rosję) o wspieranie roszczeń żydowskich. Prowadzący program ostrzegli, że zmiana na stanowisku prezydenta oznacza zapłacenie tych roszczeń i przez to nie będzie pieniędzy na 500+ (dla przypomnienia, prezydent nie ma takich prerogatyw).

W polskich i polskojęzycznych mediach uwaga skupia się głównie na wyborach i na koronawirusie. I ciężko powiedzieć co jest gorsze (wszystko zależy od wyboru lektury). Tymczasem tzw. „zewnętrzny świat” nie śpi.

Władca Rosji zadecydował, że odtajni kolejną porcję dokumentów z okresu II Wojny Światowej, między innymi korespondencję pomiędzy ambasadą radziecką i francuską. Zgodnie z przekazywanymi depeszami, nasi (ówcześnie) najwięksi przyjaciele byli w pełni świadomi, że Polacy próbują dogadać się z Hitlerem przeciwko bolszewikom. Partia rządząca zajęta ważnymi sprawami zareagowała dopiero jak o odtajnieniu poinformowała prasowa Agencja Reutersa. Reakcja była tak gwałtowna, że można jej było nie zauważyć.

Równolegle napięła się sytuacja pomiędzy Wielką Rosją i Małą Czechią. Pepiki postanowiły nadać placowi przed ambasadą rosyjską imię Borysa Niemcowa, opozycjonisty, który pięć lat temu „zmarł w wyniku wspieranego samobójstwa”. Dodatkowo wywalono pomnik jednego z radzieckich generałów (honorowego obywatela miasta Kraków, dowódcy operacji wojskowej na Węgrzech i pierwszego dowódcy Układu Warszawskiego). Rosjanie, w odwecie zachowali się rozsądnie i wysłali do Czech (a konkretnie do burmistrzów dzielnic Pragi, odpowiadających za plac i pomnik) dyplomatę z kilkoma ampułkami rycyny (silna trucizna). Ponieważ jest to standardowe wyposażenie rosyjskich dyplomatów, został za raz po lądowaniu odeskortowany do miejsca odosobnienia. Zapewne z powodu koronawirusa.

W bardzo zaprzyjaźnionych USA nadal trwają zamieszki i protesty pod hasłem „Black Lives Matters” (Czarne życie ma znaczenie – tłumaczenie własne). Głównym celem jest zachowanie policji wobec Afroamerykanów, ale metody stosowane w czasie tłumienia zamieszek spowodowały, że nawet biali zaczynają mieć dość brutalności policji (co to za dziki kraj, gdzie białego człowieka się pałuje?). Stacje kablowe zawiesiły emisje kilku seriali kryminalnych, aby ostudzić emocje. Doszło do tego, że po anglojęzycznym Internecie krąży petycja, aby psiego policjanta z bajki dla dzieci uśmiercić w spektakularny sposób, bo „dobry glina to martwy glina”. A wybory za pasem.

… spotykania na swojej drodze tylko miłych psów, sobie i wszystkim życzę.

Żmija

Żmija

Jadowity punkt widzenia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *