TAPLANIE SIĘ W BŁOCIE

Kolejny tydzień w polskich i polskojęzycznych mediach zdominowały wybory prezydenckie. Dziennikarze prześcigali się aby relacjonować, gdzie który z kandydatów był, z kim rozmawiał i co obiecał. Wśród wyborców i wśród polityków emocje sięgają takich poziomów, że zaczynają się wymykać spod kontroli.

Dominującym wydarzeniem minionego tygodnia nie oszukujmy się, (przez krótką chwilę) była debata kandydatów na prezydenta. Debatę organizowała Telewizja Polska, w związku z czym nie powinno budzić większego zdziwienia, że 3 z pięciu zadanych pytań było żywcem przepisanych z zapytań, które sztab jednego z kandydatów (o inicjałach AD) publikował na Tweeterze. Pytania były o tak istotne sprawy, że aż Władysławowi Kosiniakowi-Kamyszowi wymsknęło się, że „ktoś poleciał”. Ze względu na to, że kandydat jest lekarzem, był to zapewne jakiś termin medyczny.

Jednak konia z rzędem temu, kto przetrwał debatę i nie zasnął. Emocje debaty były jak na grzybobraniu, bo i tematyka nie była porywająca. Odpowiedzi na pytania o to czy rodzice mogą posyłać dzieci do komunii, albo czy Polska powinna przyjmować uchodźców były już maglowane wielokrotnie, a w dobie wirusa w koronie, nie stanowią (chyba) największych zmartwień dla społeczeństwa. Ale co ja tam się znam.

Media tradycyjne zaczęły prześcigać się w analizie, kto był zwycięzcą, kto sobie radził, a kto przegrał. Te sprzyjające partii rządowej stawiają na Andrzeja Dudę, mniej sprzyjające, na Rafała Trzaskowskiego. Wszyscy wspólnie stwierdzili, że Biedroń się wypalił, a największe szanse ma (poza ulubionym kandydatem) Szymon Hołownia.

Ostatni zaskoczył wszystkich i wzorem swoich dawnych pracodawców, postanowił relacjonować jeden dzień ze swojego kampanijnego życia i na żywo emitować (prawie) 24 godziny swojej pracy. W Domu Wielkiego Brata na pewno się cieszą.

W poniedziałek (22.06.) Rafał Trzaskowski wygrał z Andrzejem Dudą – na razie w sądzie w trybie wyborczym. Poszło o zarzuty sztabu PAD, że na wiecu wyborczym skłamał, iż milion Polek i Polaków straciło pracę. Sztabowcy przyczepili się, że użył słówka „dziś” sugerując, że chodzi mu o to, że dzieje się to z powodu koronawirusa. Sędzia prowadząca rozprawę oddaliła powództwo, uważając, iż kandydat może przepraszać za mówienie nieprawdy, nie za jej częściowe przemilczanie, a na pewno nie może odpowiadać za to, jak sztab przeciwnika będzie interpretował jego słowa. Ludzie Dudy zapowiadają apelację. Minister Ziobro jeszcze nie wypowiedział się, czy będzie ją prowadził właściwy sędzia. A tymczasem ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej ogłosiło (jakby nie wiedząc co się dzieje), że bezrobotnych jest w Polsce około 1,1 miliona – „ktoś poleciał” – używając słów Władzia K-K.

Ojciec Tadeusz Rydzyk wywęszył (znowu) diabła w Kościele. Robi to regularnie, tym razem jednak jego surowe oko dojrzało niewłaściwe zachowanie prymasa Polski oraz przewodniczącego Konferencji Episkopatu. Czym dwaj biskupi zasłużyli na święty gniew redemptorysty? Otóż wysłali (zgodnie z prawem kanonicznym) zawiadomienie do Watykan, że biskup kaliski ukrywał niewłaściwe zachowanie jednego z księży. Zapewne nic by się nie stało, gdyby nie bracia Sekielscy i jego film, ale dla Ojca Dyrektora działanie biskupa Polaka jest sprzeczne z polską i kościelną racją stanu i jest nakierowane na szatański rozłam w kościele.

Pozostając przy tematach kościelnych. Do historii hagiografii przejdzie homilia, którą wygłosił biskup Antonii Długosz podczas Apelu Jasnogórskiego. Otóż przywołał postacie ewangelistów Mateusza i Łukasza oraz stwierdził, że widzi ich w dwóch osobach, premiera Morawieckiego i ministra Szumowskiego. Jedni i drudzy niosą dobrą nadzieję i wypełniają wolę Pana. Z tego co pamiętam osoby powinny być trzy, ale wśród ewangelistów ciężko szukać kogoś o słowiańsko brzmiącym imieniu Jarosław, pozostaje więc święta Jadwiga, która w homilii nie brała udziału, ale i tak o niej głośno.

W zagranicznych mediach gruchnęły dwie wiadomości. Po pierwsze, włoski odpowiednik naszego GUSu poinformował, że w okresie pierwszych czterech miesięcy 2020 roku w Lombardii (najbardziej dotkniętej pandemią części kraju) zmarło o 20% więcej ludzi niż w analogicznym okresie w 2019 roku. W najmniej dotkniętej Sycylii, ten wskaźnik wynosi 9% mniej. Co oznaczałoby, że tam jednak koronawirus był. Nasz GUS poinformował, że w pierwszym kwartale zmarło u nas 5% mniej niż rok wcześniej, co tylko pokazuje, że polityka ministra ewangelisty zdaje egzamin, albo jak uważa wielu – że wirusa nie ma i to spisek chińsko-żydowsko-szczepionkowy, czy jakoś tak.

Tymczasem zarówno Francuzi w Lyonie, jak i Włosi w Mediolanie wykryli obecność koronawirusa w ściekach. No ludzie raczej pozbywają się różnych rzeczy przez ścieki, więc wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że próbka pochodziła z grudnia, czyli znacznie wcześniej, niż swojego wirusa znaleźli Chińczycy. W polskich ściekach wirusa nie stwierdzono i na pewno nie dlatego, że nikt jeszcze nie wpadł na pomysł, żeby go tam badać.

Dziwne wiadomości napłynęły od naszego największego sojusznika (USA). Prawie w przededniu wizyty PAD w Stanach, kilku kongresmenów stwierdziło, że nie chce go u siebie w kraju oglądać, bo Polska jest na prostej drodze do dyktatury. O tym, że takie brewerie wygadują Demokraci, zdążyliśmy się przyzwyczaić, ale tym razem te słowa padły z ust przedstawicieli Partii Republikańskiej, która jest siostrzaną dla naszej partii rządzącej. Nasze media niesprzyjające partii rządzącej zaczęły się obawiać, czy prezydent Trump, wiedząc że PAD walczy o reelekcje nie będzie chciał wymusić na nim jakiegoś biznesu, bo przecież taki ma styl.

Tym razem zamiast standardowych życzeń, podsumuję starym aforyzmem: „Co oznacza niebieski kolor na fladze Polski? Wiernych sojuszników”

Żmija

Żmija

Jadowity punkt widzenia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *