Ostatni bój „Ponurego”

Dzieje wojskowych jednostek specjalnych, a także konkretnych postaci od zawsze znajdowały się w kręgu szczególnego zainteresowania historyków, politologów, dziennikarzy, publicystów, a także przedstawicieli wielu innych dziedzin. W każdej epoce historia odnotowuje przykłady formacji, którym powierzono śmiałe zadania mające na celu odblokowanie trudnej sytuacji lub odwrócenie przebiegu zdarzeń. Na szczególną uwagę zasługują dzieje cichociemnych żołnierzy Armii Krajowej, uchodzących po dziś dzień za elitę polskiej dywersji w trakcie II wojny światowej. „Cichociemni” byli specjalnie wyszkolonymi i starannie wyselekcjonowanymi żołnierzami polskiej armii. Jedna z opcji mówi, że nazwa wywodzi się od spolszczonej wersji angielskiego określenia Silent and Unseen (cichy i niewidzialny), charakteryzującego sposób działania przyszłych spadochroniarzy Armii Krajowej. W czasie II wojny światowej desantowani na terytorium okupowanej Polski mieli za zadanie organizację ruchu oporu i walkę z hitlerowcami. W szeregach jednostki służyli wyłącznie ochotnicy. W nocy z 15 na 16 lutego mija 78 lat od pierwszego desantu na teren okupowanej Polski, jaki miał miejsce w 1941 roku. Skoczyli wówczas między innymi mjr Stanisław Krzymowski „Kostka”, rotmistrz. Józef Zabielski „Żbik” i kurier polskiego rządu – Czesław Raczkowski „Orkan”. Z oddziałem cichociemnych do kraju trafili także m.in. gen. bryg. Leopold Okulicki „Niedźwiadek”, mjr Jan Piwnik „Ponury”, Jan Nowak Jeziorański oraz Elżbieta Zawacka „Zo” – jedyna kobieta w tej formacji. Ostatni lot do Polski ze spadochroniarzami miał miejsce w nocy z 26 na 27 grudnia 1944 roku.

Najsłynniejszy ośrodek szkolenia cichociemnych powstał w połowie 1941 roku w Largo House pod Leven w Szkocji. Właśnie tam młodzi śmiałkowie uczyli się przeprowadzać akcje sabotażowo – dywersyjne, zapoznawali się z metodami pracy w podziemiu, przyswajali sobie podstawy wprowadzania i odczytywania szyfrów, a także szkolili się z zakresu wywiadu i technik radiotelegrafii. Na specjalnych wykładach prezentowano im również realia życia w okupowanej Polsce, które mieli znać perfekcyjnie jeszcze zanim trafią za linie wroga.

Zwieńczeniem treningów były pozorowane próby zdobywania obiektów infrastruktury krytycznej, w szczególności takich jak fabryki czy składy amunicji. Pilnowała ich brytyjska żandarmeria, wojsko i Home Guard, a dowódcy cichociemnych zawsze informowali z wyprzedzeniem w jakim dniu przepuszczą szkoleniowy atak. Mimo to misje kończyły się spektakularnymi sukcesami.

Cały trening fizyczny stanowił tylko wstęp do prawdziwego szkolenia. Starannie wyselekcjonowani kandydaci stawali się cichociemnymi dopiero dzięki kursom organizowanym w Specjalnych Stacjach Treningowych, takich jak te, które odbywały się w Briggens (nieopodal Londynu) i Audley End.

Ze względu na specjalność, w jakiej zostali przeszkoleni, można wyodrębnić 3 grupy skoczków. Pierwszą i najbardziej liczną była grupa przeznaczona do zadań bieżących. Znajdowali się w niej specjaliści wywiadu, dywersji, łączności oraz oficerowie sztabowi. Wśród nich byli też specjaliści od wywiadu morskiego, “czarnej propagandy” i mikrofotografii. Drugą grupę stanowili skoczkowie, którzy mieli odegrać istotną rolę w przygotowaniach do powszechnego powstania oraz w odtwarzaniu Sił Zbrojnych w Kraju. Byli w niej lotnicy, instruktorzy oraz oficerowie sztabowi, łączności i broni pancernej, dowódcy, a także lekarze. Trzecią grupę stanowili kurierzy i emisariusze polityczni Ministerstwa Spraw Wewnętrznych do Delegatury Rządu. Część z nich znalazła przydziały w konspiracji wojskowej, Armii Krajowej lub Batalionach Chłopskich.

Program szkoleniowy podzielony był na cztery grupy kursów. W części zasadniczej odbywały się kursy zaprawy dywersyjno – minerskiej, strzeleckiej i fizycznej (miały za zadanie wyselekcjonować fizycznie kandydatów), kursy spadochronowe obejmujące zaprawę spadochronową i skoki, kursy walki konspiracyjnej (miały na celu nauczenie organizowania i prowadzenia walki małym zespołem dywersyjno-sabotażowym), kursy odprawowe (miały na celu zmienienie skoczka żyjącego na wolności w konspiratora).

W kursach specjalnościowych szkolono między innymi lotników, radiotelegrafistów i radiomechaników. W zakresie uzupełniającym odbywały się kursy wyrobu materiałów wybuchowych i środków zapalających metodami domowymi oraz angielski kurs informacyjno-wywiadowczy, który dawał znajomość kodów i szyfrów, a także pogłębiał znajomość pracy podziemnej i propagandy.

Spośród 316 cichociemnych dziewięciu zginęło przed dotarciem do celu: trzech poniosło śmierć z powodu rozbicia się samolotu u wybrzeży Norwegii, trzech innych zostało zestrzelonych nad Danią, a trzem skoczkom nie otworzyły się spadochrony.

W okupowanej Polsce cichociemni wchodzili w skład kierownictwa KG AK, byli żołnierzami Wachlarza, Związku Odwetu, Kedywu, zajmowali się szkoleniem, wywiadem, walczyli w oddziałach partyzanckich, uczestniczyli w sabotażu i działaniach dywersyjnych we wszystkich okręgach AK.

91 cichociemnych walczyło w Powstaniu Warszawskim, 18 z nich straciło życie. W czasie wojny zginęło w sumie 103 cichociemnych. Dziewięciu zostało zamordowanych przez władze komunistyczne w powojennej Polsce. Byli doskonale wyszkoleni, bezgranicznie odważni, desperacko zdeterminowani i bezkompromisowi. Do końca marzyli o wolnej Polsce. Byli gotowi poświęcić wszystko dla idei „Wywalcz wolność Polsce lub zgiń!”. Jednym z nich był Jan Piwnik „Ponury”. Przyszedł na świat 31 sierpnia 1912 r. w Janowicach koło Opatowa. Rodzina Piwników prowadziła małe gospodarstwo rolno-hodowlane, a przez kilka lat także wiejski sklep. Po ukończeniu szkoły powszechnej w Janowicach, w 1924 r. rozpoczął naukę w Państwowym Gimnazjum Męskim im. Joachima Chreptowicza w Ostrowcu Świętokrzyskim. W maju 1932 r. złożył egzamin maturalny, a następnie skierował swe kroki do Szkoły Podchorążych Rezerwy Artylerii we Włodzimierzu Wołyńskim, gdzie przeszedł kurs podchorążacki, który zakończył w stopniu plutonowego oraz z tytułem podchorążego artylerii. W latach 1935-1939 był funkcjonariuszem Policji Państwowej, która wówczas stanowiła o splendorze i ogromnym poszanowaniu w społeczeństwie. Następnie skończył Szkołę Oficerów Policji Państwowej w Mostach Wielkich. W wojnie obronnej 1939 r. uczestniczył jako dowódca kompanii w zmotoryzowanym batalionie polowym policji. W początkowej fazie wojny internowany był na Węgrzech, zdołał uciec i dotrzeć do Francji, gdzie w 1940 r. służył w 4. Pułku Artylerii Ciężkiej. Po klęsce Francji przedostał się do Wielkiej Brytanii. W listopadzie 1941 r., jako jeden z pierwszych cichociemnych, został zrzucony do kraju. Początkowo otrzymał przydział do V Oddziału Komendy Głównej AK, zajmującego się zrzutami lotniczymi. Od maja 1942 r. wchodził w skład “Wachlarza” – elitarnej organizacji ZWZ-AK działającej głównie na terenach położonych poza wschodnią granicą Rzeczypospolitej, która zajmowała się wywiadem, dywersją i sabotażem. W czerwcu 1942 roku objął w niej dowództwo II odcinka w Równem. W trakcie swojej działalności, w drugiej połowie 1942 roku aresztowany został przez Niemców w Zwiahlu. Zdołał jednak uciec z więzienia i przedostać się do Warszawy. 18 stycznia 1943 r. wsławił się brawurową akcją rozbicia więzienia w Pińsku, skąd uwolnił m.in. cichociemnego – Alfreda Paczkowskiego “Wanię”. Uwalnianie więźniów należało do najchętniej wykonywanych akcji przez żołnierzy podziemia i akowskie formacje specjalne. Osoby wyznaczone do tego typu zadań traktowały je bardziej jak sprawę honoru niż rozkaz przełożonych. Tym bardziej, że dawały konspiratorom nadzieję, że w razie ich wpadki koledzy przyjdą na ratunek. Wzorcową akcję tego typu opracował cichociemny por. Jan Piwnik „Ponury” vel „Donat”, którego odział rozbił więzienie w Pińsku (dziś to Białoruś). Akcja została przeprowadzona w sposób brawurowy i perfekcyjny. Po dziś dzień jest wykorzystywana w systemach szkoleniowych wojskowych jednostek specjalnych, które przeznaczone są do akcji odbijania zakładników. Jeden z samochodów podjechał wprost pod bramę pińskiego więzienia i “Ponury” wraz z towarzyszem (obaj w mundurach SS) zażądali jej otwarcia. Ponieważ strażnik zwlekał, porucznik wydarł się i sklął go po niemiecku tak dosadnie, że brama natychmiast została otwarta. Po obezwładnieniu strażnika i zamknięciu bramy reszta żołnierzy ruszyła do wykonania zadania. Opanowano kancelarię więzienia i zdobyto klucze do cel. “Ponury” na czele kilku żołnierzy wpadł do budynku więzienia i otwierał cele, a w tych, których nie można było otworzyć wyłamywano drzwi. Więźniowie wybiegali na korytarz i kierowali się na podwórze. W niedługim czasie znaleziono dwóch oficerów AK i odprowadzono ich do czekającego samochodu. Jedynie dla porucznika Mieczysława Eckhardta ratunek przyszedł o kilkanaście godzin za późno. Torturowany na śledztwie, czując, że może się załamać i wydać swych kolegów i podkomendnych, powiesił się w celi na sznurze sporządzonym z własnej koszuli. Stało się to ostatniej nocy, która poprzedzała akcję “Ponurego” i odbicie więźniów. Gdy otwarto drzwi ostatniej celi i reszta więźniów przeszła na podwórze, “Ponury” poinformował ich, że są wolni i że muszą sami poszukać sobie kryjówek. Przed opuszczeniem więzienia strażnikom zagrożono, że gdyby podnieśli alarm, zostaną obrzuceni granatami. Następnie grupa bojowa “Ponurego” wraz z dwoma odbitymi więźniami ruszyła w stronę Brześcia nad Bugiem. Ledwo odjechali od więzienia, pękła opona w jednym z samochodów. Dalsza jazda bez zmiany opony była niemożliwa. Samochód został oblany benzyną i podpalony, a część żołnierzy musiała odbyć dalszą drogę piechotą. Odbici oficerowie trafili do przygotowanej wcześniej kryjówki i tam odpoczywali przez dwa dni. Gdy największe zagrożenie minęło, przerzucono ich przez granicę. Zaopatrzeni w fałszywe dokumenty dojechali szczęśliwie do Warszawy i zameldowali się w komendzie głównej AK.

Akcja, która mogłaby stać się inspiracją do wielu sensacyjnych filmów stanowi jeden z najchlubniejszych dokonań akowskich formacji specjalnych. Można być niemal na 100% pewnym, że gdyby sytuacja miała miejsce w Ameryce, to na ten temat akcji powstało by setki filmów czy komiksów. W kontekście przypadającej na 14 lutego 78. rocznicy powstania Armii Krajowej warto o niej pamiętać. Odbicie więźniów w odległym Pińsku, przeprowadzone bardzo małymi i siłami, krótkim czasie niespełna 30 minut, planowane i wykonane z Warszawy, stanowi jedną z pięknych i szczególnie brawurowych pozycji w bogatym rejestrze bojowych osiągnięć oddziałów specjalnych w skali ogólnoświatowej Za organizację akcji “Ponury” został oznaczony orderem Virtuti Militari. Dekoracji osobiście dokonał gen. Stefan Grot-Rowecki. Na przykładzie akcji pod Pińskiem na szkoleniach dywersyjnych demonstrowano to bardzo często. „Jasio był to człowiek odważny do szaleństwa, a ponadto mający szczęśliwą rękę. Trudno było wybrać lepszego kandydata do przeprowadzenia takiej akcji”. – wspominał odbicie więźniów z Pińska przyjaciel „Ponurego” mjr Tadeusz Klimkowski.

W marcu 1943 r. Jan Piwnik otrzymał zgodę na tworzenie oddziału partyzanckiego w rodzinnych Górach Świętokrzyskich. Przerzucił tam sprzęt oraz kilkadziesiąt osób z rozwiązanego „Wachlarza” i konspiracji warszawskiej. 27 maja przybył ostatecznie na Kielecczyznę, natomiast 4 czerwca objął dowództwo okręgowego Kedywu. 20 stycznia 1944 r. powrócił do Warszawy, a dokładnie w miesiąc później wyjechał na teren okręgu nowógródzkiego AK, gdzie otrzymał nowy przydział. Na początku kwietnia objął dowództwo VII batalionu 77 pułku piechoty AK. Tutaj także dał się poznać niemieckiemu okupantowi jako bardzo niewygodny przeciwnik, który potrafi równie dobrze bronić się, jak i atakować. W czerwcu rozpoczął realizację operacji „Burza”. Jan Piwnik „ponury” zginął w walce z Niemcami pod wsią Jewłasze na Nowogródczyźnie 16 czerwca 1944 roku.

W 1987 r. dzięki wieloletnim staraniom rodziny cichociemnego, podkomendnych z partyzantki oraz historyka Cezarego Chlebowskiego jego prochy sprowadzono do Polski. W czerwcu następnego roku odbył się trzydniowy symboliczny pogrzeb na Kielecczyźnie, w którym uczestniczyło kilkadziesiąt tysięcy osób, w tym kilka tysięcy byłych akowców. Prochy „Ponurego” ostatecznie spoczęły w Opactwie Cysterskim w Wąchocku. Pośmiertnie Piwnik został odznaczony m.in.: po raz drugi Orderem Wojennym Virtuti Militari V klasy (1944), Orderem Wojennym Virtuti Militari IV klasy (1988) oraz Orderem Odrodzenia Polski (2010). Znalazł się także na pierwszej liście osób uhonorowanych Krzyżem Armii Krajowej. W 2012 r. został awansowany na stopień pułkownika.

Po wojnie przez długi czas nie tylko nie pozwalano mówić o “Ponurym” ale również zajadle Go tępiono, atakowano i niszczono pamięć o nim. Jeśli w oficjalnych przekazach pojawiał się wątek majora to wiadomo było, że będzie to paszkwil. “Ja nie wyżyję, pożegnajcie ode mnie wojsko, pozdrówcie Góry Świętokrzyskie, pożegnajcie Kresy. Powiedzcie żonie i rodzicom, że ich bardzo kochałem, i że umieram jako Polak...” – miał powiedzieć Jan Piwnik tuż przed śmiercią.

Przez podkomendnych zapamiętany został zarówno jako dowódca, który dbał o najmniejszy szczegół, o najbardziej podstawowe sprawy jak prowiant, czy wyposażenie. Dbał o każdego żołnierza, bardziej nawet troszczył się o tych najniższych stopniem. Ponieważ wychował się na wsi, która jak wiadomo nie była zbyt bogata wiedział, że nie można ludności wiejskiej zabierać np. żywości bez zapłaty. Nigdy nie dopuszczał w swoim oddziale do grabieży na cywilach. Do końca walczył by zachować honor partyzanta i AK-owca. Był jednym z najwybitniejszych i najwspanialszych dowódców partyzanckich. Współcześni Polacy mają tak wobec „Piwnika” Ponurego, jak innych żołnierzy Armii Krajowej dług, szczególnie w postaci pamięci i jej kultywowania. Niech ich twarda i zdecydowana postawa stanie się inspiracją dla współczesnych i przyszłych, prawdziwie oddanych Ojczyźnie Polaków…

Piotr Nicpoń

Piotr Nicpoń

historyk politolog

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *