ENNIO MORRICONE – WSPOMNIENIE

Gdy naprawdę mam czas wolny, niepokoję się, czy będę jeszcze kiedykolwiek w stanie coś napisać. Ale to normalne. Znałem pewnego tenora, który budził się każdego ranka z przekonaniem, że utracił głos. Więc działam dalej” (Ennio Morricone). Szóstego lipca 2020 roku zmarł jeden z najwybitniejszych kompozytorów, twórca muzyki filmowej, maestro Ennio Morricone. W trakcie swojej kariery stworzył ścieżki dźwiękowe do ponad 500 produkcji, współpracował z legendami kina, takimi jak: Sergio Leone, Brian De Palma czy Quentin Tarantino. Otrzymał łącznie dwa Oscary, w tym: za najlepszą muzykę w filmie „Nienawistna ósemka” i za całokształt twórczości. W jednym z wywiadów powiedział: „wiem, że i ja kiedyś umrę, Ty też umrzesz. Każdy z nas przejdzie tę drogę. Ale jak to w życiu bywa, nie myślimy o rzeczach, które nas nie dotyczą, póki nie zaczną nas dotyczyć”.

Ennio urodził się 10 listopada 1928 roku w Rzymie. Muzyką zaczął interesować się bardzo wcześnie. Komponował już w wieku sześciu lat. Pierwszym nauczycielem był jego ojciec – to on nauczył go grać na kilku instrumentach oraz czytać nuty. W szkole podstawowej poznał przyszłego partnera artystycznego – Sergio Leone, z którym później wzniósł się na szczyty sławy i uznania. W 1940 roku rozpoczął czteroletni kurs harmonii, który najprawdopodobniej ukończył w zaledwie 6 miesięcy. Szybko zdecydował się, żeby zacząć studiować kompozycję. Tej uczył go neoklasycysta Goffredo Petrassi. Przed obronieniem konserwatorium w klasie orkiestracji, kompozycji i trąbki, młody muzyk miał na sowim koncie kilka ścieżek dźwiękowych skomponowanych na potrzeby słuchowisk radiowych. Grał również na trąbce w zespole skoncentrowanym na graniu muzyki filmowej oraz jazzu.

Po ukończeniu studiów w 1954 roku, Morricone podjął pracę jako autor widmo. Komponował dla znanych włoskich twórców muzyki filmowej. Używał pseudonimu Leo Nichols lub Dan Savio. „Po prostu pieniądze. Nie było absolutnie możliwości utrzymania się z muzyki klasycznej, a więc jedynym zajęciem, które pozwalało mi związać koniec z końcem, była aranżacja, w ten sposób przybliżyłem się do kina – dzięki kinu zacząłem zarabiać. Do muzyki klasycznej wróciłem w latach 80., bo dopiero wtedy osiągnąłem stabilizację ekonomiczną, wcześniej nigdy jej nie miałem” – powiedział w jednym z wywiadów. Tak oto, w dużym skrócie i uproszczeniu, Morricone zainteresował się muzyką filmową.

Bardzo ważną dla rozwoju kariery muzyka okazała się współpraca z Gruppo di Improvvisazione di Nuova Consonanza, której to Morricone został członkiem w 1964. Była to awangardowa grupa, która tworzyła działa w dużej mierze improwizowane. Chcieli odkryć nowe brzmienie – działali w sposób podobny do naukowców w laboratorium. To świeże spojrzenie i metodologia zdeterminowały późniejsze podejście artysty do muzyki filmowej.

Prawdziwą sławę przyniosła mu współpraca z Sergio Leone i jego kompozycje w Spaghetti westernach. Twórcy stworzyli nurt, który był swoistą – włoską odpowiedzią na amerykański przemysł filmowy. Produkcje te były zazwyczaj niskobudżetowe. W rolach obsadzano głównie aktorów latynoskich i europejskich, jednak to kilku aktorów amerykańskich wpływało na to, że dzieła te były popularne i tak atrakcyjne również dla widowni zza oceanu. Obrazy były negatywnie oceniane przez amerykańskich krytyków, którzy uważali je za marną kopię ich rodzimego kina. Były jednak produkcje, które w pozytywny sposób wybijały się na tle konkurencji – mowa, przede wszystkim, o dziełach Leone.

Powstające kolejno po sobie: „Za garść dolarów” (1964), „Za kilka dolarów więcej” (1965), „Dobry, zły i brzydki” (1966), „Pewnego razu na Dzikim Zachodzie” (1968) czy „Garść dynamitu” (1971) to obrazy, które nie tylko rozsławiły nazwisko Ennio Morricone i wpisały je do panteonu wybitnych kompozytorów, ale również ugruntowały jego pozycję na tej płaszczyźnie. Mimo faktu, że artysta nie przepadał za pierwszym z wymienionych filmów – mówił o nim wielokrotnie, że „to najgorszy film Leone i najgorsza partytura” – to była to dla niego produkcja przełomowa, która stanowiła katalizator jego międzynarodowej kariery.

Nikt, kto chce mówić o kinie, nie może ignorować muzyki filmowej – stanowi ona bowiem integralną część naszego życia, naszych czasów, współczesnej kultury. Jeśli chodzi o mnie, to absolutnie nie uważam muzyki filmowej za gorszą”.

Dzisiaj Ennio Morricone to ikona kina, człowiek który może być nazywany najwybitniejszym kompozytorem muzyki filmowej w historii. Inspirował i nadal inspiruje swych następców – stając się dla nich mistrzem – źródłem, z którego mogą czerpać. Mimo, że odszedł – to jego muzyka będzie nadal obecna w utworach skomponowanych przez ludzi, którzy wychowali się na jego dziełach. Witruwiusz napisał, że „ani (…) talent bez wiedzy, ani wiedza bez talentu nie mogą stworzyć doskonałego mistrza”. Morricone posiadał obydwie wymienione rzeczy. Był więc mistrzem doskonałym. Maestro dziękuję… spoczywaj w pokoju!

Bartosz Dominik

Bartosz Dominik

krzykwilhelma.wordpress.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *