NIE RZUCIM WĘGLA…

Miniony tydzień zdominowały dwa poważne wydarzenia. Pierwsze – negocjacje nowych Wieloletnich Ram Finansowych Unii Europejskiej, które odbywało się na poziomie szefów rządów, drugie – posiedzenie Sejmu, które było równie namiętne, co przed wyborami.

Premier Mateusz Morawiecki raportował w Sejmie zakończenie negocjacji w Radzie Europejskiej w sprawie budżetu wyimaginowanej wspólnoty na kolejne siedem lat. Z wystąpienia premiera mogliśmy się dowiedzieć, że osiągnięto pełen sukces, ponieważ udało się nie połączyć ze sobą praworządności i ochrony klimatu z wypłatą środków unijnych. To znaczy Polska nie będzie musiała tego robić, bo PMM jest tak świetnym negocjatorem. Niestety, w czasie gdy premier ogłaszał swój sukces, akurat obradował parlament europejski, który cofnął cały projekt budżetu, właśnie z powodu nie związania funduszu odbudowy z wartościami prawnymi Unii.

Dodatkowo media doniosły, że kraje nie biorące udziału w Nowym Zielonym Ładzie (czyli projekcie neutralności klimatycznej do 2050 roku) będą miały obcięty Fundusz Sprawiedliwej Transformacji o połowę. Fundusz ten miał za zadanie zapewnienie, że górnicy z likwidowanych kopalń będą mieli zapewnione przebranżowienie i nie będą musieli szukać pracy poza regionem. Z kronikarskiego obowiązku należy oddać, że oryginalnie Fundusz w takim przypadku miał być obcięty do zera, ale nasz mistrz negocjacji nie uległ. Pomijając już wszystko inne, to Polska była pomysłodawcą Sprawiedliwej Transformacji jakieś trzy lata temu i pomimo tego, że jakieś tam fundusze zostały ulokowane na ten cel, to nadal nie przedstawiliśmy żadnego planu jak wykorzystać te pieniądze. Na razie media nie donoszą, jak na ten sukces zareagowało 88 tysięcy osób zatrudnionych w górnictwie.

Tymczasem Agencja Rezerw Materiałowych pochwaliła się, że ma zamiar za kwotę 145 mln złotych wybudować kolejny skład węgla, którego nie spalają nasze elektrociepłownie. Oznacza to, że do wcześniejszych kilkudziesięciu milionów ton, które zalegają na magazynach ARM dojdzie jeszcze kilka kolejnych milionów. Dzięki temu nasze zapasy urosną na kolejny rok lub dwa. Z punktu widzenia Agencji jest to działanie zdroworozsądkowe, bo przecież zawsze może nam się trafić naprawdę mroźna zima. W sensie w przyszłości, bo partia rządząca w zmiany klimatu nie wierzy.

Tak jak Rada Europejska zaczęła prace nad Budżetem Unii, tak partia rządząca zaczęła pracę nad Budżetem Polski. Z ciekawszych informacji w temacie jest fakt, iż nie będzie podwyżki płacy minimalnej do 3000+ złotych, tylko do 2700 (koronawirus). Dzięki temu rząd (tak, rząd) zaoszczędzi na pensjach dla tzw. „budżetówki” tyle, że wystarczy też na 13. i 14. emeryturę.

Pan Prezes rzadko udziela wywiadów, zrobił jednak wyjątek i porozmawiał z dziennikarzem państwowego radia. Do najistotniejszych wątków należy chyba potwierdzenie rekonstrukcji rządu (dopiero po wakacjach). Prawie tydzień później na dziennikarskiej giełdzie pojawiła się informacja o tym, że kierownictwo koalicji stwierdziło, że mamy jednak za dużo ministerstw i trzeba ciąć. Na razie pod nóż mają iść ministerstwa: sportu, gospodarki morskiej (wyodrębnione z Ministerstwa Środowiska w 2015 roku, na samym początku rządu Beaty Szydło), funduszy i gospodarki regionalnej (wyodrębnione w czasie zeszłorocznej rekonstrukcji), cyfryzacji (które wróciło do życia dwie rekonstrukcje temu) i infrastruktury (które również pojawiło się dwie rekonstrukcje temu) – czyli rząd bohatersko naprawi to, co wcześniej zespuł. Dodatkowo ze stanowiskami ma się pożegnać 24 podsekretarzy stanu, którzy jednocześnie są posłami i senatorami. Uzasadnieniem ma być niedobór posłów do pracy w komisjach i przez to pozwalanie opozycji na robienie co chce. Przez zupełny przypadek ministerstwa, które idą pod młotek są w większości obsadzone przez koalicjantów z Porozumienia i Solidarnej Polski. Równie przypadkowo pojawiły się głosy o likwidacji ministerstwa nauki i powrotu do czasów sprzed premiera Marcinkiewicza, kiedy to nauka, sport i edukacja miały jednego szefa.

Drugim, równie ważnym wątkiem wypowiedzi prezesa było zapewnienie, że tym razem podział województwa mazowieckiego na właściwe i województwo warszawskie dojdzie do skutku, i to jeszcze przed październikowym ogłoszeniem nowego budżetu Unii. Argumentem jest to, że statystyki są nieubłagane dla mazowieckiej prowincji – jest biedna, średnią podbija arcybogata Warszawa, przez co Radom, Płock i Siedlce nie dostają należnego im dofinansowania z Unii. Przy podziale na Warszawę i resztę, Mazowsze wreszcie się podniesie. Nie śmiem twierdzić, że Prezes nie był dobrze poinformowany, ale fundusze UE są rozdzielane według podziału na tzw. „regiony”, a region warszawski i mazowiecki zostały rozdzielone w 2016 roku na wniosek poprzedniego (nie „dobrozmianowego”) rządu. To, że w największym polskim województwie będzie musiała się odbyć (kolejna) kampania wyborcza, Prezes też łaskawie pominął.

Pozostając przy kwestiach wyborczych, o których, myślałam, że już nie będę pisać. Partia rządząca poważnie zastanawia się czy czasem nie zmienić ordynacji wyborczej tak, aby w kraju było 100 okręgów wyborczych, zamiast obecnych 41, z których wybierać będziemy 4-5 posłów zamiast 8-20. Oberwie trochę Warszawa z przyległościami, ale większą reprezentację będą miały mniejsze i biedniejsze miejscowości ze wschodniej Polski. I nie ma tu żadnego znaczenia, że dzięki temu partia rządząca – jeśli wierzyć sondażom i wyborom prezydenckim, uzyska jakieś 300+ posłów, czyli wpływ na dowolne zmiany w konstytucji. Może wtedy wreszcie opozycja (kto?) przestanie im przeszkadzać.

Wywiadów udziela nie tylko Prezes, ale również Marszałek Terlecki. Dokonał on wnikliwej analizy wyników wyborów w różnych grupach wiekowych i wyszło mu, że młodzi nie kochają partii rządzącej tak jak powinni. W związku z tym partia rządząca ma przeprowadzić kolejną, tym razem dogłębną zmianę w edukacji, zarówno licealnej jak i wyższej, dzięki której młodzi ludzie zrozumieją, że partia rządząca jest dla ich własnego dobra najlepsza, w zrozumieniu ma pomóc nauka łaciny i kultury antycznej, którą planują wprowadzić do szkół średnich. W podobnym tonie wypowiada się minister Ziobro, uświadamiając słuchaczy zaprzyjaźnionego radia, że niestety główny elektorat staje się coraz starszy i mniej liczny i jeśli nie zdobędą dusz młodych Polaków, to mogą przegrać kolejne wybory.

Ostatni tydzień był również ilustracją jak działa teoria chaosu. Minister Marlena Maląg (z Solidarnej Polski) udzielając wywiadu zaprzyjaźnionej stacji telewizyjno-radiowej pomyliła przekaz partyjny z rządowym i rozpętała burzę. Chodzi o to, że rzekomo partia rządząca chce wypowiedzieć konwencję stambulską, czyli konwencje chroniącą dzieci i kobiety przed przemocą domową. Oficjele partii rządzącej szybko podchwycili temat i zaczęli zapewniać, że cała konwencja jest atakiem na polskie wartości rodzinne i chrześcijańskie, ale jest już ratyfikowana i trudno. Nie zgadzają się z tym co prawda prawnicy i żony prawników otwarcie deklarujący się jako chrześcijanie, ani część Episkopatu. Co bezczelniejsi pokazują paragrafy wyjęte z rozważań Ojców Kościoła. W weekend odbyły się nawet protesty i marsze w obronie konwencji. Ponadto, mimo zapewnień członków Solidarnej Polski, nawet Konfederacja nie była w konwencji w stanie znaleźć nawiązań do LGBT. Sama pani minister gęsto tłumaczy się z przejęzyczenia, a tymczasem szef jej partii Zbigniew Ziobro i tak zaprezentował wniosek na radzie ministrów, bo skoro mleko się rozlało to trzeba iść za ciosem.

Tym samym pozostając przy językach obcych „marche ou creve”, czego nikomu nie życzę

Żmija

Żmija

Jadowity punkt widzenia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *