„Zginęli bo byli Polakami” – 75. rocznica Obławy Augustowskiej

Powojenne dzieje polskiego zbrojnego oporu przeciw reżimowi komunistycznemu oraz konkretnych postaci mimo wielu pozytywnych zabiegów związanych z ich upowszechnianiem nadal nie należą do powszechnie znanych. Dla wielu ludzi co roku 1 marca, kiedy obchodzony jest (od kilku lat) Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, nieuchronnie nasuwa się pytanie: kim byli organizatorzy i uczestnicy podziemia niepodległościowego, dziś określani tym mianem? Oficjalna wykładnia strony komunistycznej, rządzącej Polską do 1989 roku brzmiała jednoznacznie – Ci, którzy przeciwstawiali się uzurpatorskim rządom komunistycznym, byli określani jako „reakcjoniści”, usiłujący zahamować „postępowe przemiany”. Tezę tę przez kilkadziesiąt „udowadniali” różni „naukowcy” i „intelektualiści”, dziennikarze, pisarze, reżimowi nauczyciele, wojskowi politrucy oraz twórcy filmowi. Propaganda PRL określała ich często mianem „faszystów” i „bandytów”, identyfikując wyłącznie z bandami pospolitych przestępców jakie faktycznie w okresie tuż po wojnie grasowały po Polsce. Żołnierzami Wyklętymi w ogromnej większości byli synowie chłopów, rzemieślników, urzędników i ludzi wolnych zawodów. Było to pokolenie wychowane w wolnej Polsce lat międzywojennych. Wielu z nich było młodymi nauczycielami, urzędnikami, leśnikami. Nie brakowało też wśród nich także ludzi, których dziś określilibyśmy przedstawicielami zawodów elitarnych lub nawet intelektualistami. Wszyscy oni byli pierwszymi, którzy zdecydowali się stawić czoła „ nieludzkiej władzy” – komunistycznemu totalitaryzmowi, mając już doświadczenie walki z totalitaryzmem nazistowskim. Cechowała ich bezgraniczna odwaga, wyjątkowa determinacja i bezkompromisowość. Powojenne podziemie, ze względu na swą liczebność i szerokie poparcie społeczne, powinno być postrzegane jako narodowe powstanie antykomunistyczne, bo w 1945 r. należało do niego ok. 200 tys. ludzi w konspiracji, w tym blisko 20 tys. w oddziałach partyzanckich i grupach samoobrony, walczących z bronią w ręku, w polskich mundurach i z orzełkiem na czapce. Walczyli nie tylko na terenach obecnej Polski, ale również Kresach Wschodnich, wchodzących w skład II RP. Stali się siłami zbrojnymi bez państwa i bez szansy na pomoc z zewnątrz.

Wraz z zapleczem społecznym, ludźmi niezaprzysiężonymi, ale udzielającymi w różnej formie pomocy konspiracji i partyzantce – był to masowy, kilkusettysięczny ruch niepodległościowy. Było to zjawisko bezpośrednio wywodzące się z Wojska Polskiego II Rzeczypospolitej oraz struktur wojskowych Polskiego Państwa Podziemnego. W latach 1944-1956, na skutek terroru komunistycznego, w Polsce śmierć poniosło około 50 tys. osób, straconych na mocy sfingowanych wyroków sądowych, zamordowanych i zmarłych w siedzibach Urzędów Bezpieczeństwa i Informacji Wojskowej, więzieniach i obozach, zabitych w walce lub w trakcie działań pacyfikacyjnych. Znaczną część tych ofiar stanowili członkowie antykomunistycznego ruchu oporu, kontynuujący walkę zbrojną do początku lat pięćdziesiątych.

75 lat temu, 12 lipca 1945 r. oddziały NKWD i Armii Czerwonej rozpoczęły pacyfikację Suwalszczyzny. W jej wyniku zatrzymano 2 tys. osób, prawie 600 podejrzewanych o powiązania z AK-owskim podziemiem wywieziono i zamordowano w nieznanym do dziś miejscu. Historycy uważają te wydarzenia za największą po II wojnie światowej, niewyjaśnioną dotąd zbrodnię dokonaną na Polakach. Wiosna i latem 1945 rok wiele osób zdecydowało się wrócić do lasu, co było w dużej mierze pochodną licznych sowieckich represji. Wiosną 1945 r. polskie podziemie zaczęło odbudowywać oddziały partyzanckie. Członkowie polskiego pod-ziemia na nowo podjęli działalność zbrojną: atakowali konwoje stad bydła pędzonego z Prus Wschodnich do ZSRR, rozbrajali posterunki Milicji Obywatelskiej, rozprawiali się z donosicielami i urzędnikami budowanego przez komunistów państwa, rozbijali urzędy gmin, ustanawiane przez nowe władze. W odpowiedzi na te działania żołnierze Armii Czerwonej i funkcjonariusze NKWD podejmowali akcje odwetowe, często dopuszczając się przy tym najróżniejszych przestępstw – kradzieży, gwałtów, podpa-eń, a nawet zabójstw. Zasadnicze uderzenie, czyli operacja zatrzymania kilku tysięcy osób, znana jako obława augustowska, przyszło w lipcu 1945 r. Różne były sposoby i okoliczności zatrzymania: w domu, w pracy, na drodze, w polu. W Jaziewie (pow. augustowski) zwołano zebranie wiejskie, a następnie aresztowano jego uczestników. Milewski pisze, że ogólna liczba wstępnie zatrzymanych nie jest znana: źródła rosyjskie mówią o ok. 7 tys. osób (pion śledczy IPN podaje liczbę 1,9 tys. osób zatrzymanych). Część z nich zwolniono od razu, jeszcze tego samego dnia, po wstępnych wyjaśnieniach. Pozostałych zaaresztowano, ale w ciągu kolejnych kilku – kilkunastu dni, po wielu brutalnych przesłuchaniach, niektórych stopniowo wypuszczano do domów. To z ich relacji wiemy, jak przebiegała obława do chwili ich wypuszczenia z aresztu. Wśród ofiar byli także 15- i 16-letni chłopcy, tacy jak Stanisław Cieślukowski – został za-trzymany już na początku obławy, kiedy wracał do domu w Białogórach od stryja. Rodzinie po zaginionym szesnastolatku pozostało tylko jedno zdjęcie, zrobione, kiedy chłopiec był niemowlęciem Najprawdopodobniej Sowieci poszukiwali jego ojca, także Stanisława, który w tym czasie się ukrywał.

Wydaje się, że dobrze wyjaśnił tę sytuację jeden z byłych żołnierzy AK, który wspominał: „Obława odbywała się z typowym sowieckim bałaganiarstwem (…) Żołnierze, oficerowie chyba też, nie mieli ochoty uganiać się po lasach za uzbrojonymi partyzantami. Ułatwia-li sobie robotę. Wyciągali ludzi z chałup. Mieli listy przygotowane przez szpicli. Gdy kogoś nie zastali w domu, brali innego. Żeby się zgadzała liczba. Poszukiwali nie tylko AK-owców. Aresztowali leśników, sołtysów, bogatych gospodarzy. To byli dla nich wrogowie, spuścizna po »pańskiej« Polsce”. W miastach przeprowadzano akcję sprawdzania dokumentów na placach targowych. Część aresztowań odbywała się w nocy. Na wsiach zwoływano zebrania i następnie zatrzymywano wszystkich przybyłych. Niewielkie miejscowości były otaczane przez wojsko, które następnie sprawdzało dom po domu i zamykało podejrzanych w stodołach. W wielu miejscach dochodziło do potyczek z żołnierzami AK. Podczas obławy miały miejsce liczne kradzieże i brutalne napady. Łupem czerwonoarmistów i ubeków padało wszystko, co można było ukraść, od zwierząt do garderoby. Żołnierze radzieccy dopuszczali się morderstw i gwałtów. Aresztowanych umieszczano w tzw. obozach filtracyjnych, przesłuchiwano, bito i torturowano. Przesłuchujący ich oficerowie sowieccy starali się ustalić, czy zatrzymani są członkami Armii Krajowej lub innej niepodległościowej organizacji, zbierali też informacje o innych takich działaczach. Odbywała się selekcja zatrzymanych, zmieniano miejsca ich odosobnienia. Osoby uznane za działaczy podziemia trafiały do kolejnego miejsca uwięzienia, inne były po kilku, kilkunastu dniach zwalniane. Część zatrzymanych, w liczbie około 600, wywieziono w nieznanym kierunku. Rodziny ofiar od razu przystąpiły do szukania swoich bliskich. Naj-pierw, nieraz jeszcze tego samego dnia, próbowano uzyskać jakieś infor-macje w miejscach, dokąd zabierano zatrzymanych. Następnie alarmowano władze samorządowe najniższych szczebli, które zresztą także i z własnej inicjatywy poszukiwały zatrzymanych obywateli – szczególną aktywność wykazała tu gmina Giby

W miarę upływu lat poszukiwania prowadzono z coraz mniejszym impetem. Rzeczywistość epoki stalinowskiej nie sprzyjała takim działaniom. Obława augustowska była tematem zakazanym, zdarzało się, że rodziny „poprawiały” swoje życiorysy tak, aby nie pojawiło się w nich choćby najmniejsze powiązanie z wydarzeniami z lipca 1945 r. Były jednak osoby, które – nie zważając na zagrożenie – w dalszym ciągu docierały ze swoim problemem wszędzie, gdzie tylko to możliwe. Latem 1987 roku przeprowadzono ekshumację nieznanych szczątków ludzkich w uroczysku Wielki Bór niedaleko Gib. Przypuszczano wówczas, że są to szczątki zaginionych w obławie. Powstał wówczas Obywatelski Komitet Poszukiwań Mieszkańców Suwalszczyzny Zaginionych w Lipcu 1945 roku. Materiały zebrane przez komitet są w aktach śledztwa w sprawie obławy, prowadzonego przez pion śledczy IPN. W lipcu 1991 r. w Gibach dokonano poświęcenia krzyża na symbolicznej mogile Zaginionych. Co roku, w trzecią niedzielę lipca, odbywa się w tym miejscu uroczyste nabożeństwo. Od 2002 r. współorganizatorem uroczystości jest białostocki Oddział Instytutu Pamięci Na-rodowej.

Do tej pory nie ustalono losów ofiar oraz miejsca ich pochówku, ani też sprawców mordu. Wielokrotne prośby o pomoc prawną strony rosyjskiej pozostały bez odpowiedzi. W wyjaśnieniu losów osób zaginionych w obławie augustowskiej może pomóc publikacja rosyjskiego historyka Nikity Pietrowa. Upublicznił on tajny szyfrogram dowódcy kontrwywiadu wojskowego do marszałka Ławrientija Berii, szefa NKWD, zawierający między innymi plany dotyczące dalszych losów zatrzymanych wówczas osób. Znajduje się tam m.in. opis planowanej likwidacji prawie 600 więźniów złapanych podczas obławy w okolicach Augustowa. Wynika z niego, że egzekucja miała przebieg podobny do tej z 1940 roku w Katyniu. Do dzisiaj zagadką pozostaje miejsce jej wykonania. We wsi Giby na Suwalszczyźnie znajduje się 10-metrowy krzyż, symbolizujący pochówek zaginionych, z napisem: “Zginęli, bo byli Polakami”. Na tablicach wyryto nazwiska 530 osób.

Piotr Nicpoń

Piotr Nicpoń

historyk politolog

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *