Nieobliczalny

Dawniej szaleństwo coś znaczyło, dziś wszyscy są szaleni” (David Letterman). Czy jest możliwe, że jeden naprawdę zły dzień wystarczy, by człowiek postradał zmysły? Wydaje się, że w dużej mierze choroby psychiczne są pokłosiem sytuacji, w której zbyt wiele rzeczy spada na barki jednostki. Spróbujmy sobie wyobrazić człowieka, który w jednej chwili traci dom, rodzinę, przyjaciół – wszystko na czym mu zależało. Trudno w takim momencie nie oszaleć. Ten problem podejmuje najnowszy film Derricka Borte „Nieobliczalny”, który na ekrany kin trafił 31 lipca 2020 roku? Czy tematyka i studium pogłębiającej się psychozy zostały przez twórców należycie nakreślone?

Kina odmrażają się powoli. Pierwszą oznaką, że sytuacja ulega stopniowej poprawie jest pojawienie się pierwszych filmowych nowości w repertuarach. Jedną z nich jest „Nieobliczalny” z Russellem Crowe w roli głównej. Produkcja, która wzbudziła we mnie duży dysonans poznawczy. Podczas seansu cały czas wydawało mi się, że sytuacja ukazana w dziele jest absurdalna i w żaden sposób nie jest zakorzeniona w rzeczywistości. Bo jak można racjonalnie wytłumaczyć przypadek, w którym to mężczyzna postanawia zniszczyć życie kobiecie, która zatrąbiła na niego na światłach? Z każdą kolejną minutą czułem się coraz bardziej wyobcowany i odklejony od tej historii – nie mogłem się utożsamić z bohaterami, zanurzyć w historię. Poczułem lęk i spory dyskomfort.

Następnie pomyślałem – tytułowy „Nieobliczalny” jest psychopatą – człowiekiem szalonym, którego nie sposób oceniać patrząc nań przez pryzmat osoby zdrowej czy ogólnie przyjętych norm społecznych. Paradoksalnie więc, taka sytuacja może się zdarzyć, bo takiemu człowiekowi wystarczy tylko jeden impuls. Przez większość filmu – na przedstawioną historię patrzymy oczami psychopatycznego mordercy, którego jednym celem jest pokazanie przypadkowej kobiecie, „jak naprawdę wygląda zły dzień”. Może dlatego produkcja wydawała mi się tak niekomfortowa? Czułem niepokój, ponieważ twórcy stworzyli tylko jedną postać, z którą widz może się utożsamić – a jest nią osoba całkowicie odklejona od otaczającego ją świata. Rozżalony mężczyzna – który potrafi jedynie nienawidzić i krzywdzić innych. Jest to niezwykle ciekawy zabieg, który wywarł na mnie spore wrażenie. Po opuszczeniu sali kinowej długo myślałem nad tym, co niedawno zobaczyłem i co reżyser starał mi się powiedzieć.

Wydaje się, że jest to słuszna droga interpretacji – w przeciwnym razie seans wydaje się pozbawionym sensu widowiskiem. Jedynym pewnikiem jest fakt, że podczas projekcji, z każdą minutą odczuwa się narastający niepokój. Jest to zdecydowanie jedna z największych zalet obrazu, który faktycznie przeraża. Warto wspomnieć również o genialnej kreacji Russella Crowe, który zaskoczył mnie swoją wariacją na temat postaci psychopatycznego mordercy. Jest to człowiek wyzuty z uczuć, który nie ma już niczego do stracenia. Obezwładnia i paraliżuje jego spokój, który zwiastuje nadchodzącą burzę. Kiedy widzimy go na ekranie wiemy, ze zaraz stanie się coś makabrycznego. Kreacja Crowe’a przeraża właśnie tym opanowaniem i zniuansowaniem. Rola nie jest przeszarżowana, bo aktor rozsmakowuje się w pierwotnym koncepcie człowieka, dla którego jeden zły dzień wystarczył, by postradać zmysły.

„Nieobliczalny” dobrze wypada również, jeśli chodzi o aspekty audiowizualne. Szczególnie dobre wrażenie wywarły na mnie zdjęcia Brendana Galvina, który na niskiej głębi ostrości skrupulatnie buduje atmosferę grozy. Już sposób ukazania sceny początkowej definiuje ogólny charakter zdjęć. Noc. Siedzący w samochodzie bohater przypatruje się kroplom deszczu, które obfitym strumieniem lądują na szybie. Wydaje się być rozdarty – coś, co zamierza zrobić wróci jego życie do góry nogami. Wygląda przez boczną szybę. Nieostre krople deszczu jeszcze bardziej uwidaczniają jego rozgoryczone spojrzenie. Jest to cisza przed burzą. Mężczyzna wysiada z samochodu, a ja już wiem, że coś złego wisi w powietrzu. Rubikon zostaje przekroczony – powrotu nie ma.

Podsumowując, „Nieobliczalny” – pierwsza duża premiera od początku pandemii COVID-19 – to film nietypowy, który nie przypadnie do gustu każdemu. Na pierwszy rzut oka absurdalna historia nie spodoba się większości. Jeśli jednak damy produkcji szansę, to twórcy uwiodą nas atmosferą grozy i niepokoju, a sam Russell Crowe i jego genialna rola stanie się prawdziwą wisienką na trocie – ukoronowaniem całego widowiska.

Ocena filmu: 7/10

Bartosz Dominik

Bartosz Dominik

krzykwilhelma.wordpress.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *