Kler

Rzadko bywa, by film na długo przed swoją premierą wywoływał kontrowersje. Takie sytuacje zdarzają się jednak relatywnie często, a zjawiska te nabierają na sile zwłaszcza w momencie poruszania tematyki politycznej lub religijnej. I tak z oburzeniem spotkał się głośny film Mela Gibsona „Pasja” (2004) czy „Invictus – Niepokonany” (2009) w reżyserii Clinta Eastwooda, ale również filmy rozrywkowe, takie jak „Kod da Vinci” Rona Howarda. Jednak pierwszy raz spotkałem się z obustronną furią przy okazji publikacji zwiastuna najnowszego filmu Wojtka Smarzowskiego pt.: „Kler”. Zajawka w momencie spolaryzowała polskie społeczeństwo na obrońców Kościoła i na tych, którzy potraktowali film, jako protest przeciwko zdegenerowanej kaście, której działania stoją w opozycji do głoszonych nauk. Czy „Kler” ma do zaoferowania coś więcej?

Na samym początku muszę stwierdzić, że z kina zawiedzeni wyjdą przedstawiciele obydwu grup. Najnowszy film Smarzowskiego ma niewiele wspólnego z kontrowersyjnym zwiastunem, który swego czasu wywołał w sieci „trzęsienie ziemi”. „Kler” jest trudną opowieścią przybliżającą losy ludzi skrzywdzonych, którzy muszą radzić sobie z cierpieniem, samotnością i brakiem miłości. W produkcji nie ma zbyt wiele miejsca na krytykę kościoła – i jest to ewidentny plus tego dzieła. To nie jest film, który powinien być porównywany z „Botoksem” Patryka Vegi – „Kler” na ogół nie szokuje po to, by podbić słupki sprzedaży. Niestety, pierwotny pomysł, by była to historia o człowieku, uległ częściowemu wypaczeniu już na etapie tworzenia scenariusza.

„Kler” byłby najlepszym filmem Wojtka Smarzowskiego, gdyby struktura opowieści nie została zanieczyszczona wątkami fabularnymi, które ewidentnie nie służą historii, rozmywają przesłanie nużąc odbiorcę. Kunszt aktorski Roberta Więckiewicza jest niezaprzeczalny, jednak widziałem go już w roli alkoholika w prawie dwugodzinnym filmie – również w reżyserii Smarzowskiego. Taki recykling wątków jest niedopuszczalny – zwłaszcza kiedy twórcy starają się wmówić odbiorcy, że alkoholik bez koloratki diametralnie różni się od tego w sutannie. Najbardziej przykre jest to, że ów element opowieści zostaje porzucony w połowie filmu i nie wpływa w żaden sposób na główną oś fabularną. Jednym słowem historia Więckiewicza sprowadza się do tego, że wśród księży zdarzają się alkoholicy, którzy mają kochanki, dzieci i, którzy oszukują wiernych „na pieniądze”. To trochę nędzny morał patrząc przez pryzmat talentu Smarzowskiego.

Poraża również przeszarżowany i absurdalny finał, który powoduje, że „Klerowi” zdecydowanie bliżej do realizmu magicznego Emira Kusturicy, niż rzetelnego rozliczenia Kościoła z grzechów jego przedstawicieli. Nie jestem pewien, czy jest to wada czy zaleta, ponieważ zakończenie jest dzięki temu niezwykle poetyckie. Ambientowa muzyka ustępuje w tym momencie miejsca nieznośnemu piskowi, który podbija dramatyzm sceny. Taka hiperbolizacja, mimo licznych zalet, nie pozwala traktować tego filmu poważnie. „Kler” w tym kontekście jest swego rodzaju karykaturalnym spojrzeniem na duchowieństwo w Polsce.

Dużo lepiej prezentują się wątki Arkadiusza Jakubika i Jacka Braciaka, które wzajemnie się przeplatają i łączą organicznie. Gdyby film składał się wyłącznie z tych dwu historii, to sądzę, że byłaby to jedna z najwybitniejszych produkcji w historii polskiej kinematografii. Bo „Kler” przede wszystkim ogniskuje się wokół problematyki molestowania seksualnego i te dwie, nieoczywiste postaci wykreowane przez tych znakomitych aktorów, stają do siebie w jawnej opozycji. Jest to klasyczny archetyp „walki dobra ze złem”, przy czym przez większość czasu nie wiemy, który z księży stoi po właściwej stronie.

Wreszcie „Kler” nie jest jednoznaczną krytyką Kościoła Katolickiego. Pokazuje on, że w środowisku tym znajdują się osoby uczciwe i dobre, dla których dobro ludzi jest wartością nadrzędną. Nadbudowane przez lata stereotypy dotyczące księży powodują, że bardzo łatwo rzuca się wobec nich ciężkie zarzuty i dokonuje linczu.

Strona techniczna filmu prezentuje wysoki poziom. Naturalistyczne zdjęcia Tomasza Madejskiego podkreślają i uwidaczniają dramat bohaterów opowieści oraz brak wyjścia z ich beznadziejnego położenia. Potęguje to, znany z innych filmów Smarzowskiego, rwany i dynamiczny montaż Pawła Laskowskiego. Całość domyka doskonała ścieżka dźwiękowa autorstwa Mikołaja Trzaski. Struktura audio-wizualana zaskakuje spójnością, z jaką została pomyślana i zaprojektowana. „Kler” jest bez wątpienia jednym z najbardziej jednorodnych stylistycznie polskich filmów ostatnich lat.

Nawet najambitniejsza historia stałaby się filmowym fiaskiem, gdyby castingowcom nie udało się dobrać odpowiednich aktorów do poszczególnych ról. Szczególnie zachwycają: Arkadiusz Jakubik, Robert Więckiewicz oraz Jacek Braciak, którzy wcielili się w główne role. Stworzone przez nich postaci są niejednoznaczne – trudno ocenić ich moralność i działania, ponieważ przez cały seans dobrze rozumiemy ich motywy działania. Stanley Kubrick w jednym z wywiadów argumentował to zjawisko w następujący sposób: „Posługuję się postacią Alexa, by spenetrować pewien aspekt ludzkiej osobowości. On robi rzeczy, o których wiemy, że są złe, a jednak przyłapujemy się na sympatii dla niego i na tym, że akceptujmy jego układ odniesienia. Podobnie jak sen, film wymaga zawieszenia osądu moralnego”. Broni się również wspomniany wcześniej Więckiewicz, który mimo tego, że grany przez niego bohater jest jednowymiarowym alkoholikiem, daje radę nadać tej postaci jakąkolwiek głębię i koloryt. Nie sposób nie docenić również Janusza Gajosa. Zagrany przez niego Arcybiskup Mordowicz to postać pełniąca rolę comic reliefu, która jednak odgrywa rolę kluczową dla fabuły.

Podsumowując, „Kler” Wojtka Smarzowskiego to film, na który każdy powinien wybrać się do kina, by samodzielnie wyrobić sobie zdanie na jego temat. Jest to produkcja, która mimo wielu niezaprzeczalnych zalet ponosi fiasko w dość kluczowych aspektach – takich jak chociażby scenariusz. Od razu mogę powiedzieć, że nie jest to film ważny, który kiedykolwiek będzie istotnym głosem w sprawie błędów Kościoła Katolickiego. Nikt dzięki niemu nie przejrzy na oczy. Nikt też nie będzie rozdzierał szat po jego obejrzeniu. Jest to dobry film, któremu jednak daleko do tego, by być dziełem wybitnym. Napędzana kontrowersja i powstała w jej wyniku polaryzacja społeczeństwa, doprowadziła do tego, że w weekend otwarcia „Kler” zanotował rekordową sprzedaż biletów (prawie milion sprzedanych wejściówek). Z wojny obrońców Kościoła z antyklerykałami tylko dystrybutor wyszedł „obronną ręką” – co jest największym sukcesem tej produkcji i dowodem na to, że na naiwności ludzkiej zawsze korzystają osoby trzecie.

Bartosz Dominik

Bartosz Dominik

Bartosz Dominik

krzykwilhelma.wordpress.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *