TUCZARNI MÓWIĄ NIE!

Kamieńszczyzna gm. Popów. Dalszy ciąg problemów z tuczarnią. Miejscowi inwestycji nie chcą, odchodzący już wójt wyraził na jej budową zgodę, a w ludziach narasta strach, że smród zniszczy walory tej gminy i zatruje wody podskórne.

Minął niemal rok od decyzji władz gminnych, zgromadzeni w świetlicy mieszkańcy deklarują się po stronie kandydata na wójta gminy Popów Pawła Zatonia, który od roku próbuje zablokować inwestycję. Jakie będą dalsze jej losy? Martwi się o to również Janusz Mączka mieszkaniec i radny z sąsiedniej gminy, który problem związany z planowaną tuczarnią ujawnił i nagłośnił przed rokiem.

Marek Kajkowski z krzepickiej Semper Veritas pojawił się jak zwykle tam, gdzie skażenie wody i zagrożeni środowiska zdają się być realną perspektywą. „Nasz zbawiciel” – mówi o nim prowadzący spotkanie. Niestety nazwanie mnie zbawicielem stanu i losu tuczarni nie zmieni. Plany budowy jej w odległości 650 metrów od ujęcia wody dają pewność, że niedługo nacieszymy się czystą wodą. Pozbawię was złudzeń – mówił Kajkowski. Obecny etap niemal gwarantuje rozpoczęcie inwestycji. A jak do tego doszło? Śląski Państwowy Inspektorat Sanitarny wydał decyzję dotyczącą warunków wody do spożycia. Do niedawna mieszkańcy pili wodę nienadającą się do spożycia. Z WIOŚ pismo w tej sprawie otrzymał dopiero Kajkowski, zobowiązano w nim do zabezpieczenia potrzeb populacji szczególnie wrażliwej w tym niemowlęta, dzieci i kobiety w ciąży, oraz osoby starsze. Społeczeństwo wcześniej nie było poinformowane o przekroczeniach norm w pitej wodzie z dotychczasowego ujęcia.

Szkodliwość chorobotwórcza azotanów jest ogromna. Niedotlenienie, opóźnienie psychiki, zawały, nadciśnienie czy rak żołądka – tym właśnie grozi picie zatrutej nimi wody. Udało sie po dwóch latach wybudowano studnię głębinową, co spowodowało, że woda wreszcie nadaje się do spożycia. Jednak zdaniem Kajkowskiego obecna inwestycja – zaburzy stosunki wodne. Po czym całość powróci do stanu, gdy w wodę zaopatrywano się z ujęcia w Rębielicach Królewskich, gdzie normy były przekroczone. Od obiektu tuczarni, który ma w Kamieńszczyźnie powstać, do Szyszkowa jest 1100 metrów, do Gimnazjum 2km, do Sabatów kilometr, a zapach niósł się będzie ponad 3 kilometry. W pobliżu płynie też Górnianka i Liswarta, wszystkie wymienione miejsca będą narażone na zanieczyszczenie.

Możliwość zablokowania projektu za pomocą planu zagospodarowania przestrzennego nie doszła do skutku. Decyzja o uwarunkowaniach środowiskowych z marca 2017 roku związała ręce obrońcom czystej wody. Po wydaniu tej decyzji, każdy organ odrzuca odwołania jako bezpodstawne. Kto podpisał tę decyzję? Ewa Kardas-Bernat Sekretarz Gminy z upoważnienia wójta Bogusława Świtały, a decyzja zapadła 6 marca 2017 – jak mówi Marek Kajkowski. On sam już wielokrotnie był wypraszany z sesji w Zawadach, na ostatniej kilka dni temu pojawiły się nawet głosy, by wezwać policję i usunąć go siłą.

Janusz Mączka radny w Lipiu mówi – powinny być przeprowadzone konsultacje społeczne. Tutaj podjęto jednoosobowo decyzję. Byłem z sołtyską z Szyszkowa u wójta. Poinformował nas o planowanej chlewni na 100 świń. Za dwa dni złożyłem sprzeciw z podpisami ponad stu mieszkańców. Zorganizowałem też spotkanie, gdzie dowiedziałem się dzięki Kajkowskiemu co pijemy, na czym mieszkamy… Po zmianie wójta jeszcze raz można spróbować zmienić decyzję środowiskową, pewności czy to się uda jednak nie ma – mówi radny Paweł Zatoń. Są możliwości, by to jeszcze zmienić. Sołtys Edmund Borycki mówi – ja nie wierzę w to, że nikt z radnych na ten temat nic nie wiedział. Wiele osób musiało wiedzieć w tym radni i urzędnicy.

Inwestor planujący budowę obiektu Mariusz Labocha stwierdza – ja zrobiłem wszystko zgodnie z przepisami. Tu nie chodzi o moją chlewnię, a o kampanię wyborczą. Czy my jako rolnicy mamy się pakować i wynosić z gminy? Jakie mamy możliwości rozwoju? Jak pan to widzi, skoro działanie z prawem jest dla was złe.

Nie mamy żalu do Labochy, że chce się rozwijać, ale nie może być tak, że dowiadujemy się od osób trzecich, a nie od wójta i urzędników gminnych – mówią zebrani. Kandydat na wójta Paweł Zatoń dodaje – pozwolenie na budowę zostało wydane bardzo szybko, dla mnie już samo to jest podejrzane. Zdrowie ludzkie powinno być najważniejsze, a tak nie było. Jako radni nie wiedzieliśmy nic na temat planów i decyzji. Wydano ją za naszymi plecami.

Kajkowski -. Jestem tutaj po to, żeby pozbawić was złudzeń. Skażoną wodę piliście od 2012. Wydano wówczas terminową zgodę na trzy lata. Już wtedy na ujęciu wody w Rębielicach Królewskich były przekroczenia. Sanepid kłobucki nie zanotował nic o populacji wrażliwej. Dopiero wójewódzki poinformował o tym w kilka lat później. Wójt zwrócił się wówczas do o przedłużenie o zgody na użytkowanie ujęcia wody o kolejne lata. W 2017 roku wójt zaczął szukać nowych źródeł, gdy wody pobierane z odwiertów gminnych okazywały się coraz gorsze. Trzeba pamiętać, że 50mg azotanu na decymetr sześcienny jest granicą dopuszczenia. Traf chciał, że w przededniu kresu daty dopuszczenia ujęcia, państwo Hermańscy wskazali kolejne miejsce ujęcia wody na Kamieńszczyźnie o dziwo wolne od azotanów. Nie wierzyliśmy temu. Byliśmy w punkcie aptecznym, w czyste pojemniki nabraliśmy wody i stwierdziliśmy ze zdziwieniem, że faktycznie woda jest czysta. Później pojawił się pomysł, by w odległości 600 metrów wybudować tuczarnię od ujęcia. Było już jednak za późno, by interweniować. Wójt wydał zgodę środowiskową. Sekretarz podpisała 24 marca na pierwszej stronie tej decyzji o jej uprawomocnieniu. Czy ta decyzja może być ważna i czy została wydana zgodnie z przepisami prawa? Reguluje to ustawa o oddziaływaniu na środowisku, każdy krok powinien być ogłaszany w BIP. Gdyby ktoś go przeglądał byłby lepiej poinformowany, ale nie w tej sprawie. Nie umieszczono bowiem żadnej wiadomości na ten temat. Wydano zgodę z rażącym naruszeniem prawa. Do SKO wniesiono o wycofaniu jej z obiegu prawnego. Co będzie, jaka decyzja zapadnie? Nie wiem. To racjonalny urząd. Kolegium może jednak wniosek odrzucić wtedy sprawa do WSA w Gliwicach. Labocha ma rację w kwestii procedur – Kajkowski ukazuje mieszkańcom ich fatalne położenie.

Na salki rośnie rozgardiasz, a ludzie zaczynają się coraz mocniej angażować w słowne przepychanki z inwestorem tuczarni. Pojawiają się oskarżenia i zadawnione urazy. Z pamięci powracają historie o nieprawidłowościach… I tak spotkanie przedłuża się o kolejne minuty, ani o krok nie zbliżając stron do pojednania.

Paweł Zatoń mówi ostatecznie wprost. Gdy zostanę wójtem nie pozwolę na budowę tuczarni. Choćbyśmy się mieli jako urząd latami z wami sądzić, to interes społeczny musi mieć pierwszeństwo przed prywatnym. Jestem tutaj urodzony i mieszkam tutaj – mówi Mariusz Labocha. Chcę się rozwijać

Jeżeli mieszkańcy tej gminy nie przewietrzą tego samorządu, to ośmielam się powiedzieć takie proroctwo, że będziecie mieć nie jedną taka inwestycję jak ta Labochy. W Rębielicach Królewskich też są plany budowy podobnej inwestycji. Mówiąc krótko, wójt może podjąć jednoosobową decyzję niezależnie od tego ile podpisów zbierzecie w protestach. Samorząd zrobił co chciał, ale to wy wybraliście te władze. Decyzje należą teraz do was, musicie zadać sobie trud i wybrać odpowiedniego kandydata. Tak samo my mieszkańcy Krzepic doprowadziliśmy do sytuacji narażenia was na picie azotanów przez pięć lat. Próbuję trochę odkupić tę zbrodnię. Jestem tu z obowiązku, bo wiem i tą wiedzą się dzielę – zakończył Marek Kajkowski. Mariusz Labocha skonkludował – będę obstawiał przy swoim. Żeby wieprzowinę mogli Polacy jeść własną i zdrową.

J.B.

J.B.

redaktor naczelny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *