CO NAS NIE ZABIJE… TO ZA DRUGIM RAZEM SIĘ UDA

W Polsce miniony tydzień mijał pod znakiem odpowiedzi na pytanie, czy mamy już pierwszy przypadek koronawirusa, czy jeszcze nie.

Najbardziej emocjonującym momentem tygodnia była środa. Wtedy to dwie łódzkie gazety (Express Ilustrowany, o opinii szmatławca i Dziennik Łódzki, o opinii brukowca) poinformowały, że w jednym z tamtejszych szpitali przebywać ma kobieta, u której badania (nieoficjalne, bo przecież inaczej nie byłoby sensacji) ma koronawirusa. Dziennikarze z uporem godnym pracowników prokuratury zaczęli dociekać gdzie nieszczęśniczka bywała, skąd dotarła itd. Okazało się, że pacjentka spędziła miesiąc w Tajlandii, przed powrotem kiepsko się czuła, a po przylocie na Okęcie spokojnie wróciła z Warszawy pociągiem. W Internecie pojawiły się głosy, że nasz kraj w ogóle nie jest przygotowany na wirusa, skoro potencjalna chora przez ponad tydzień zdążyła przejechać komunikacją publiczną 150km i chodzi sobie wolno, po jednym z największych miast w Polsce.

Niemal od razu po rewelacjach prasowych, strona ministerstwa zdrowia wystosowała dementi i zapewnienie, że jak wiemy, to powiemy… Cytując księcia Gorczakowa „nie wierzę w niezdementowane informacje” – pozostali mieszkańcy Polski zachowali się tak, jakby cytat był ich życiowym motto. Szturmem rzucili się do marketów, wykupując cukier, kaszę, mąkę i inne produkty o przedłużonym terminie ważności. Władze RP zwołały w trybie pilnym sztab kryzysowy, gdzie w przyjaznej atmosferze kawy i ciastek uradzono, że nie należy siać paniki, unikać większych skupisk ludzkich i tak właściwie jak ktoś jest chory, to niech lepiej zostanie w domu, żeby spraw zajętym politykom i lekarzom nie utrudniać.

Senatorzy totalnej opozycji, pomimo zdecydowanego sprzeciwu swoich kolegów z partii rządzącej, doprowadzili jednakże do tego, iż Minister Zdrowia zdecydował się ujawnić stan przygotowań na potencjalny wybuch epidemii. Zachował przy tym zimną krew i spokojnie tłumaczył, by nie siać paniki, a kraj jest świetnie przygotowany. Absolutnie bez związku pozostaje fakt, że dopiero następnego dnia wysłano za granicę samolot, który miał przywieźć testy na obecność wirusa. Zapewne też bez związku, w piątek, premier Mateusz Morawiecki uruchomił 100 mln złotych dla wojewodów, na wypadek, gdyby wirus nie oglądał wiadomości z ministrem i zdecydował się zajrzeć z wizytą.

Wojewoda dolnośląski Jarosław Obremski zablokował wykonanie uchwały Rady Miasta Wałbrzycha, która ustanowiła część miasta strefą wolną od plastiku, wliczając w to kary za nieprzestrzeganie zakazu. Wojewoda uznał, że miasto, które w ogólnopolskich mediach było stawiane jako wzór „zielonej rewolucji”, nagięło prawo (bo złamać się nie da), Na szczęście Jarosław Obrębski w ostatniej chwili uratował przed naruszeniem prawa mieszkańców. Na razie premier i szefostwo partii rządzącej nie ogłosili żadnej nagrody dla wojewody.

Nasz kraj znów stał się sławny w świecie. W czeskiej Pradze odbyły się wielotysięczne demonstracje przeciwko premierowi Andrejowi Babisowi. Demonstrujący nieśli na transparentach hasła za wolnymi mediami i wolnymi sądami, które pod obecnymi rządami mają takie nie być. Czesi na wiecu mieli również mówić, że nie chcą aby ich kraj stał się taki jak „Polska i Węgry”. Jak widać, nawet za granicą ujawniają się wrogie naszemu krajowi elementy, które mącą w głowach zwykłym obywatelom.

Z innej beczki. Potencjalna obecność koronawirusa w Polsce doprowadziła do zgrzytu pomiędzy wiernymi, a przedstawicielami Kościoła Katolickiego w Polsce. Kapłani, celem prewencji zachęcali wiernych do niekorzystania z wody święconej (i na wszelki wypadek zabrali ją z kropielnic), nieuściskiwania dłoni w trakcie „znaku pokoju” i brania komunii z ręki. Tymczasem wierni nie mają zamiaru, ze względu na „jakiegoś wirusa” rezygnować z tradycji, tym bardziej, że kraj zawierzony jest w opiekę Matki Boskiej.

I takiej wiary nam wszystkim życzę

Żmija

Żmija

Jadowity punkt widzenia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *