ZWOLNIONA SEKRETARZ KONTRA WÓJT

Zeznania świadków w czasie procesu miażdżą byłą już sekretarz, a pracownicy nie chcą jej powrotu.

Siadała na biurku i majtała nogami, rzucając przy tym grzywą, okazując lekceważenie podwładnym i petentom. Patrzyła z kpiną na pracowników, była arogancka i bezczelna, wykorzystywała swoją pozycję, by pokazać, że ma władzę. Pracownikom potrafiła powiedzieć wprost, że brzydko pachną i ubierają się niedbale. Miała się nie liczyć się ze słowami wójta. To on robił wszystko, czego chciała. Gdy jedna z nielubianych urzędniczek odchodziła na emeryturę (chociaż może to zbieg okoliczności) otwierała szampana… Taki obraz Elżbiety W. wyłania się z kolejnego dnia przesłuchań świadków w procesie z jej powództwa przeciwko byłemu pracodawcy.

W piątek, 28 lutego od dziewiątej rano w tzw. sądzie pracy w Częstochowie tłoczyli się świadkowie powołani na sprawę pomiędzy byłą sekretarz w urzędzie gminy w Pankach, a obecną wójt Urszulą Bujak w związku ze zwolnieniem tej pierwszej z pracy. Jedna osoba usprawiedliwiła swoją nieobecność, pozostałe stawiły się o czasie. Już na wstępie przekazano informację powódki o planach ugody z urzędem – przywrócenie jej do pracy w gminie na dowolne stanowisko odpowiadające jej kwalifikacjom. Strona pozwana – czego można było mieć pewność – stanowiska nie zmieniła. Nie chce takiego pracownika w gminie. Piotr Nowak – mecenas reprezentujący urząd stwierdził wprost – Mając na uwadze dotychczas przedstawiony materiał dowodowy, pozwani nie wyrażają zgodę na przywrócenie na stanowisko. Poniżej fragmenty zeznań świadków.

Inspektor ds. obywatelskich. Pracuje w gminie od 2013 roku.

– Gdy podlegała powódce będącej wówczas skarbnikiem słyszała, jak ta wypowiadała się o kompetencjach przewodniczącej. Sesje były transmitowane, można z nich było wywnioskować, że powódka odnosiła się lekceważąco do Urszuli Bujak w różnych kwestiach – chociażby próśb o dokumenty. W jej ocenie było to poniżające ze względu na pełnioną (przez Bujak) funkcję. Z relacji w prasie i transmisjach ewidentnie widać było negatywne nastawienie powódki do przewodniczącej rady gminy. Pracując w sekretariacie niejednokrotnie była świadkiem trudnych relacji Elżbiety W. z pracownikami. Sama też była skonfliktowana z powódką, a w 2016 roku – po macierzyńskim – wystąpiła o mediację, zakończoną wówczas ugodą. Mimo to wielokrotnie pośród pracowników była przez nią dyskryminowana – jako gorszy lub mniej znaczący pracownik. Jako przykład podaje sytuację, gdy zatrudniono stażystkę na stanowisku w inspektoracie. Miało to miejsce we wrześniu 2018 roku, kiedy na emeryturę odszedł opiekun stażystki (Aleksandry K.). Któregoś dnia sekretarz przyprowadziła koleżankę z innego wydziału oznajmiając stażystce – „teraz to będzie twoja przełożona, masz wykonywać wyłącznie jej polecenia. Czy ktoś ma z tym jakiś problem?” – rzuciła wówczas w eter Elżbieta W. Po wyjściu sekretarz wszyscy czuli się z tym źle, a inspektor publicznie upokorzona, potraktowana jak powietrze, jakby była nieobecna w pokoju. Inspektor prosiła wójta o pomoc w tej sprawie, miał jednak powiedzieć, że może powinna poszukać pracy w innym urzędzie – uznał, że już nic nie może więcej zrobić.

Urzędniczka wskazała też, że ze względu na działalność Elżbiety W., na około 25 pracowników urzędu odeszło pięć lub więcej osób. Była sekretarz w jej ocenie faworyzowała wybranych urzędników. Osoby z nią skonfliktowane były źle traktowane, a te z dobrymi relacjami przeciwnie. Miało to mieć odzwierciedlenie między innymi w nagrodach dla tych pracowników, co potwierdzono ujawnionymi dokumentami za lata 2015-2019. Świadek ujawniła też, że monitorowano pracę urzędników za pomocą kamer przemysłowych, a monitoring wykorzystywano głównie do ich kontroli. To między innymi kamera przy kserokopiarce, gdzie widać było co jest kserowane. Elżbieta W. wyliczać miała też wkłady do długopisów i inne materiały biurowe w tym papier. Było to uregulowane poleceniem służbowym, a sekretariat miał to kontrolować. Dla jednej z urzędniczek zaprowadzono osobny rejestr, na polecenie powódki i wójta. Inspektor zeznała też o niestosownym zachowaniu np. w sekretariacie – jak siadanie powódki na biurku gdzie zostawiano dokumenty, co u urzędników i petentów budziło niechęć. Siedząc na biurku potrafiła machać nogami, a często robić miała to na złość innej urzędniczce – Bożenie M., którą irytowało to niegodne urzędnika zachowanie. W ocenie inspektorki Elżbieta W. decydowała o wszystkim co działo się w tej gminie. Pamięta też, że wielokrotnie pracownicy płakali w sekretariacie w związku z zachowaniem przełożonej i nakładaniu przez nią kolejnych obowiązków ponad miarę. Po odejściu jednej z urzędniczek jej obowiązki rozłożono aż na pięć osób i nawet wówczas były trudności, by poradzić sobie z ilością pracy będącej do wykonania.

Podinspektor ds. działalności gospodarczej, transportu i rolnictwa. Pracuje w gminie od 1982 roku. Na temat współpracy z byłą sekretarz zeznał, że miał codzienny kontakt z powódką. W rozmowach z nim nie wypowiadała się na temat kwalifikacji przewodniczącej i wójta. Odnosiła się jednak lekceważąco w stosunku do Urszuli Bujak, kwestionując jej uzasadnienia decyzji w trakcie sesji. Mówić miała wówczas, że ta nie ma wiedzy, nie zna prawa w kwestii podejmowania uchwał, wskazując przy tym na trzymane w ręce dokumenty. Świadek odebrał to, jako lekceważące, ponieważ przewodnicząca rady uzgadniała wcześniej materiały z mecenasem. Powódka w jego ocenie była bardzo wymagającym przełożonym. Wywierała naciski na pracownika, a on sam podciągnąłby to pod mobbing. Wyzywające, poniżające spojrzenia, rzucanie na biurko dokumentów i inne zachowania, w tym również bezpośrednio w stosunku do niego. Była pewna grupa pracowników, z którymi żyła w przyjaźni. Ta grupa była szczególnie wyróżniana zarówno w pensjach podstawowych, jak również w dodatkach i nagrodach. Dla innych podwyżki były wyjątkiem, on sam dostał tylko raz podwyżkę w całym okresie zatrudnienia powódki, podobnie jak nagrodę – też raz, z okazji dnia samorządowca. Świadek zeznał iż „przeżył” wielu pracodawców, jednak tak zła współpraca zdarzyła się tylko w czasie pracy z Elżbietą W. Pracownicy o krótkim stażu, mieli w jego ocenie dostawać podstawową pensję wyższą niż on, ponadto premie i nagrody, których nie otrzymywał. Świadek nie wie czy powódka miała zastrzeżenia do jego pracy. Nie dostał żadnej nagany, za to w czasie pracy był traktowany w sposób poniżający, – powódka zwracać się miała do niego „ostro”, a raz słowami – „niech pan zadba o siebie, wygląda pan nieprzyzwoicie, proszę zadbać o higienę osobistą”… W ocenie świadka, powódka spoufaliła się z wójtem i była stale zajęta, interesanci czekali, nie można było podpisać pism. Była też pewna siebie, podkreślała to siadając na biurku – przy czym wymachiwała nogami i potrząsała włosami. To zachowanie powódki widzieliśmy prawie wszyscy. W ocenie świadka Elżbieta W. była w konflikcie z wieloma pracownikami, nie mniej niż pięcioma. Obecnie nie wyobraża sobie jej powrotu do pracy w gminie – „Nie chciałby widzieć jej zachowań i stresu pracowników, zdenerwowanych i ze łzami w oczach”

Inspektor w inspektoracie gospodarki gruntami. Pracownik do lutego 2018 roku, obecnie na emeryturze zeznała, że Elżbieta W. lekceważyła Urszulę Bujak. Na jednej z ostatnich sesji w temacie nagród dla dyrektorów szkoły przewodnicząca pytała o powód niezastosowania przepisów wobec jednej z dyrektorek. W. wykrzykiwała, nieprawda, to pomówienie, pozwę panią i tym podobne. Bardzo często, to nie wójt odpowiadał, a powódka. Podobnie zachowywała się w stosunku m.in. do przedstawiciela Związku Nauczycielstwa Polskiego. Wówczas też nadużywała słowa „pomówienie”. Konflikt z nią zaczął się w trakcie jednego ze spotkań, gdy bez przyczyny Elżbieta W. zaczęła ją „ustawiać” przy stażystach, wyszła wówczas z pokoju – jak zeznała – i do przejścia na emeryturę nie rozmawiała z powódką. Już po tym zdarzeniu koleżanki mówiły jej, że gdy powódka stała za nią w różnych okolicznościach, to „stroiła głupie miny” za jej plecami. Wielokrotnie też siadała na biurku w sekretariacie, a urzędniczka zrobiła nawet zdjęcie powódki, gdy ta zachowuje się w ten sposób. Z zeznań świadka wynika, że była sekretarz z wieloma pracownikami pozostawała w konflikcie, a z zasłyszanych informacji wie, że odszedł przez nią między innymi były sekretarz – przez brak szacunku ze strony powódki – ja twierdzi świadek. W kwestii przyznawania nagród wie z gazety klobucka.pl. o ich wysokościach, wie też, że były to wynagrodzenia podane netto, w dodatku niepełne – oszukano redakcję. Nagrody otrzymać miały osoby z najkrótszym stażem. Często w jej ocenie bez należytej wiedzy i kwalifikacji. Pracę Elżbiety W. jako sekretarz ocenia źle – nie miała kwalifikacji do wykonywania obowiązków, a w zestawieniu z poprzednim – Stanisławem Kieratem i wcześniej Jamborem, kompletnie nie można jej pracy porównać. Oni uzgadniali dokumenty, decyzje – mieli odpowiednie kompetencje.

Kolejno zeznawali byli pracownicy urzędu, a z ich słów wyłaniał się obraz byłej skarbnik i sekretarz, jako osoby konfliktowej, przez którą rezygnowano z pracy w tym urzędzie. Zeznawała też emerytowana sekretarz, która także podkreślała, że czuła się często lekceważona przez powódkę, a w jej ocenie trzy osoby zrezygnowały z pracy.

Zeznania złożyła też była skarbnik urzędu, która pamięta, że powódka podważała kompetencje Urszuli Bujak, jako przewodniczącej rady gminy. Miało to miejsce między innymi gdy była uczestnikiem sesji. Tam powódka lekceważąco wypowiadała się wobec przewodniczącej. Odpowiedzi na pytania były udzielane przez nią w taki sposób, że będąc na miejscu Urszuli Bujak czułaby się „niedouczona”. Powódka mogła wówczas odpowiedzieć merytorycznie, jednak podważała jej kompetencję i wiedzę. Wytwarzała wrażenie na zgromadzonych, że Bujak nie zna się na sprawach, którymi się zajmuje. Miała przy tym wyraz twarzy kpiący, uśmiechała się arogancko. Uczestnicy sesji mieli świadomość, że sesja jest nagrywana i będzie to oglądać społeczność gminy. Świadek zeznała też, że powódka otworzyła butelkę szampana, gdy jedna z urzędniczek przeszła na emeryturę. Nie wie czy to zbieg okoliczności, ale taka sytuacja miała miejsce. Czy nierówno traktowano urzędników w gminie? O wielu nagrodach (jako skarbnik) nie wiedziała, nie była o nich informowana. W jej ocenie nagrody otrzymywały osoby nieskonfliktowane z powódką. Czy były zastrzeżenia do pracy powódki jako sekretarza? Była skarbnik uważa, że powódka nie angażowała się szczególnie w pracę na tym stanowisku.

To nie koniec procesu, w którym była Elżbieta W. domaga się rekompensaty za czas, gdy została z nią rozwiązana umowa o pracę. Chodzi o niebagatelną kwotę niemal stu tysięcy złotych, którą urząd gminy w Pankach miałby wypłacić w razie przegrania procesu z jej powództwa. Dotychczas nic nie wskazuje na to, aby sąd miał się ku tym roszczeniom przychylić. Zeznania kolejnych świadków stawiają byłą skarbnik, a następnie sekretarz w coraz gorszym świetle. Trudno pośród kilkunastu osób dotychczas przesłuchanych znaleźć taką, która wypowiadała się o byłej urzędniczce w sposób jednoznacznie pozytywny. Za jej powrotem do pracy nie przemawia zgoła nic. Nie chcą jej w gminie pracownicy, ani pracodawca, jej stanowisko jest zajęte, a o kompetencjach powódki mogliśmy się co nieco dowiedzieć z zeznań świadków. O sprawie będzie informować.

J.B.

J.B.

redaktor naczelny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *