#zostanwdomu

Stare chińskie (w dzisiejszych czasach wszystko co chińskie i jeszcze istnieje musi być stare) przekleństwo mówi „obyś żył w ciekawych czasach”. Ze względu na chińską nowinkę biologiczną przyszło nam żyć w czasach naprawdę ciekawych i niesamowicie dynamicznych. Dla felietonisty, czyli kogoś, kto opisuje rzeczywistość, po tym jak „kurz opadnie” jest to podwójnie nieprzyjemne. I to nie dlatego, że felieton przestanie być na czasie, gdy Czytelnik go czyta, ale już w momencie oddania do druku.

Dobrego tygodnia nie mają członkowie partii rządzącej. Przede wszystkim z tego powodu, że wszyscy mieszkańcy naszego kraju są spragnieni aktualności o walce z koronawirusem, a wszystkie słowa rządzących są przesiewane przez niezwykle gęste sita.

Pierwszą ofiarą zbytniego przywiązywania do słów była rzeczniczka kampanii prezydenta Andrzeja Dudy. Okazało się, że kilka lat temu zarówno ona jak i jej mąż słynęli w Milanówku (w którym oboje do tej pory mieszkają) z politycznej twórczości poetyckiej. Niestety dla Jolanty Turczynowicz-Kieryłło, była to twórczość… najoględniej mówiąc niesprzyjająca partii rządzącej (coś wspominali o „Pieczeniu Kaczora” ze wskazaniem). Pani (była już) rzecznik stwierdziła, że sytuacja zdrowotna nie pozwala jej na dalsze wspieranie prezydenta i zrezygnowała. Swoją drogą, należy kobietę podziwiać, że głosząc w swoim środowisku takie, a nie inne poglądy odważyła się na przyjęcie propozycji zastania rzecznikiem.

Pozostając przy rzecznikach, równie wiele kłopotów prezydentowi przysparza ostatnio szef jego kancelarii Michał Dworczyk. Jeszcze w lutym wszem i wobec mówił, że Polska jest przygotowana na wirusa, niezależnie od tego jak wielka będzie skala zakażeń. W przeddzień dania kobiet, 7 marca pan Dworczyk zmienił zdanie i powiedział, że nikt tej skali nie przewidział. Wypowiedź wielokrotnie była powtarzana w różnych mediach i jest o tyle dziwna, że (oficjalnie) było wtedy 17 przypadków. A niecały tydzień później wszystkie ośrodki zdrowia w całym kraju stwierdziły, że mają poważne braki sprzętowe.

Popisem geniuszu oratorskiego zabłysnął europoseł partii rządzącej Zdzisław Krasnodębski. W wywiadzie dla Polskiego Radia (czyli jak wiemy medium, o którym ciężko mówić, że sprzyja komukolwiek) powiedział, iż cynicznie można stwierdzić, że dzięki koronawirusowi społeczeństwo nam się odmłodzi. Wycie opozycji i Internetu sugeruje, że miał na myśli to, że wirus jest o wiele groźniejszy dla (pra) babć i (pra) dziadków. Ja z kolei uważam, że europosłowi chodziło o to, że jak pary pozamykają w domach, to będą robić to, co ludzie robią gdy się nudzą i za dziewięć miesięcy będzie w Polsce więcej niemowląt.

Sam prezydent Andrzej Duda stał się ofiarą internetowgo hejtu, po tym, gdy w Szczecinie podziękował strażnikom granicznym za to, że od połowy stycznia walczą z wirusem (pierwsze zachorowania oficjalnie podano w marcu). Zapewne prezydentowi chodziło o luty, albo połowę zeszłego tygodnia… Że też minister Szczerski, z którym tak dzielnie (na zdjęciach) zakasywali rękawy, ni powiedział mu o tym wcześniej.

Koronawirus przykrył nieco kampanię prezydencką. Mimo to, wydarzyła się rzecz niezwykła: kontrkandydaci posłuchali apelu prezydenta i zostali w domach. W związku z tym zarówno Robert Biedroń, jak i Władysław Kosiniak-Kamysz, czy Małgorzata Kidawa-Błońska zaczęli prowadzić kampanię ze swoich salonów. Tymczasem prezydent, bohatersko wystawiając się na chorobę odwiedza najciężej dotknięte miejsca.

Prezes Telewizji Polskiej Jacek Kurski został zdjęty z tego jakże ważnego stanowiska. Miało się to wydarzyć w zamian za prezydencki podpis pod 2 miliardy złotych rocznej rekompensaty dla Publicznej Telewizji i Radia za niezapłacony abonament. Dwa dni później p.o. prezesa został Maciej Łopiński, a sam (były) prezes został jego doradcą. Złośliwi twierdzą, że był to wyłącznie ruch pozorny, mający na celu pokazanie prezydentowi, że ma mniej do gadania niż przypuszczał. Zwłaszcza, że po wyborach prezydenckich ma się odbyć konkurs, w którym prezes Kurski ma zamiar startować.
Tak przy okazji, zapis w ustawie o rekompensacie mówi, ze polskie media państwowe będą ją dostawały nie niższą niż 2 miliardy złotych przez najbliższe 5 lat, a prawie 80% z tego ma „przytulić” telewizja.

Premier Mateusz Morawiecki postanowił uruchomić dodatkowe środki (na, jak sam mówił świetnie przygotowaną) ochronę zdrowia, żeby ułatwić walkę z wirusem. Kwota wynosi 2,7 miliarda złotych. Członkowie partii rządzącej, tymczasem, są oburzeni zachowaniem Unii Europejskiej, która nie chce się solidaryzować. Unia nie ma jednak uprawnień do regulowania polityki medycznej (w każdym kraju jest inna), poza tym Ursula von der Leyen postanowiła zacząć przymykać oko na nielegalną pomoc publiczną dla zakładów, które podupadną w wyniku problemów z pandemią. Przy okazji dorzuciła nam 32 miliardy z Funduszy Spójności na zakup potrzebnych środków, co stanowi ponad 3 razy więcej niż to, co dostaną Włosi. Dodatkowo parlament europejski (niezgodnie z procedurami) postanowił, że wszystkie kraje europejskie staną do wspólnego przetargu na środki ochrony osobistej, bo przy takiej ilości dostawcy sprzedadzą je prawie za darmo. Na szczęście Polska nie wzięła udziału w postępowaniu przetargowym, ponieważ nasz rząd nie ma zamiaru plamić sobie rąk nielegalnymi działaniami.

Antoni Macierwicz, znany w wielu kręgach jako Minister Obrony, a w jeszcze większej ilości kręgów jako bohaterski i nieustraszony tropiciel przestępstw przeciwko Polsce, zaczął się zastanawiać, dlaczego Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zbierała na respiratory. Ten sprzęt jest niezbędny w leczeniu najcięższych przypadków. Zapewne Jerzy Owsiak wiedział co się świeci znacznie wcześniej.

Boris Johnson, premier (jeszcze) Zjednoczonego Królestwa, stwierdził, że nie będzie prowadzona żadna akcja przeciwko koronawirusowi, tylko społeczeństwo ma poczekać, aż nabierze naturalnej odporności stadnej. Oznacza to, że 80% mieszkańców Wysp będzie musiało zachorować, z czego (jak pokazują statystyki z innych krajów) 16% ciężko, a 3% umrze. Przeliczając to na ludzi oznacza to śmierć około miliona poddanych Jej Królewskiej Mości. Ale jest to poświecenie, na jakie premier jest gotowy. Czy oby przed laty w związku z nazistami nie mówiło się na takie działania eugenika?

W tym tygodniu życzenia będą inne niż zwykle. Proszę wszystkich ludzi, żmije i jeże, aby po pracy zostawały w domach z rodziną. Nie chodzi tylko o to, żeby samemu się nie zarazić. Chodzi o to, żeby nie narazić najsłabszych członków społeczności. Póki co życzę zdrowia, sobie i wszystkim wokół,

Żmija

Żmija

Jadowity punkt widzenia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *