KTO JEST ZA, NIECH PODNIESIE RĘKĘ I SIEDZI NA MIEJSCU

W ostatnim tygodniu głównym tematem był koronawirus. Wszyscy, siedzący w domach i ci chodzący do pracy, z wypiekami na twarzy obserwowali codzienne konferencje Premiera i Ministra Zdrowia.

Okazało się, że Polska jako kraj ma chyba niesamowicie wiele szczęścia. Zgodnie z danymi statystycznymi, tylko 23% Polaków nie wychodzi z domów. Pozostali wychodzić muszą, bo wymaga tego od nich ich praca i życie. Otwartym zostaje pytanie, jaki jest sens takiej kwarantanny, skoro większość ludzi i tak musi kontaktować się z innymi.

W polskim sejmie w zeszłym tygodniu działy się rzeczy dziwne. Najpierw Koalicja Obywatelska na spółkę z Konfederacją wymusiła głosowanie nad zmianą regulaminu sejmu, która umożliwiła głosowanie on-line. Taki rodzaj głosowania przeszedł dzięki wspólnemu wysiłkowi partii rządzącej, PSLu i (uwaga!) Lewicy. Przedstawiciele partii rządzącej nie kryli oburzenia zachowaniem totalnej opozycji, która głosowała przeciw.

Następnie odbyło się głosowanie nad „tarczą antykryzysową”, w czasie którego poparcie dla projektu wyraziła Platforma Obywatelska, a przeciw była Konfederacja, PSL i Lewica. Przedstawiciele partii rządzącej nie kryli oburzenia zachowaniem totalnej opozycji, która głosowała za.

Okazało się, że partia rządząca w ramach „Tarczy” zmodyfikowała kilka innych ustaw, wliczając w to kodeks wyborczy. Chodzi o wprowadzenie głosowania korespondencyjnego dla osób po 60 roku życia i dla osób w kwarantannie. Pomysł partii rządzącej jest o tyle zaskakujący, że po pierwsze przepisy zabraniają modyfikacji kodeksu później niż na 6 miesięcy przed wyborami. Po drugie, partia rządząca, kiedy likwidowała kilka lat temu głosowanie korespondencyjne, argumentowała to tym, że takie głosowanie łatwo sfałszować. Tylko krowa nie zmienia poglądów?

„Tarcza antykryzysowa” zawiera również przepis, mówiący o tym, że prokuratura może bez zgody sądu nakazać 3-miesięczną kwarantannę, bez konieczności konsultacji lekarskiej. A wszystko to, aby ograniczyć kontakty zarażonych i zdrowych.

Wiceminister (wiceministra?) zdrowia Józefa Szczurek-Żelazko wysłała do konsultantów krajowych i wojewódzkich pismo, w którym zabrania im wypowiadać się w mediach bez wcześniejszej konsultacji z ministerstwem. Lekarze poczuli się obrażeni i przebąkują o cenzurze. Pani wiceminister uważa, że postąpiła słusznie, bo dzięki temu Polacy będą znali tylko właściwą wersję wydarzeń.

Trudne czasy wymagają trudnych środków. Proboszcz parafii św. Idziego w Brzeźniu pod Sieradzem nie ustaje w zapewnieniu pomocy duchowej dla swoich owieczek. Zgodnie z obowiązującymi rozporządzeniami, w kościele może przebywać jednocześnie 5 osób, natomiast w autobusach wystarczy, że ludzie będą siedzieć na co drugim miejscu. Dlatego proboszcz postanowił wynająć autobus i w nim przeprowadzać msze święte. Dzięki temu nikt nie potraktuje mszy jako za dużego skupiska ludzi.

Klasztor na Jasnej Górze rozpoczął akcję modlitewną „Adoptuj Medyka”. Chodzi o „adopcję duchową” czyli odmawianie modlitwy różańcowej w intencji jednego, wybranego przedstawiciela zawodu lekarskiego (albo pielęgniarskiego). W akcję, w okolicach soboty, włączyła się Telewizja Publiczna, zgodnie z zasadą, że jest medium pluralistycznym i dostępnym dla wszystkich. Biorąc pod uwagę, że oryginalnym pomysłem była „Adopcja dziecka narażonego na aborcję”, obawiam się co do skuteczności takiego rozwiązania w walce z wirusem.

Wojewoda dolnośląski musiał zmierzyć się z faktem tego, że w jednym z wrocławskich szpitali w kwarantannie znalazł się cały oddział chirurgii. Wojewoda Jarosław Obrębski postanowił (umówimy się, postanowił urzędnik w wydziale zdrowia), że dyżury, rotacyjnie, będą pełnili lekarze z czterech innych szpitali stolicy województwa. Oznacza to, że w sumie pięć szpitali zostanie narażonych na rozprzestrzenianie choroby. Ale przynajmniej Szpital Zakaźny we Wrocławiu nadal będzie mógł przeprowadzać operacje.

Samorządowcy rozpoczęli bunt i nie wyrażają zgody na organizację wyborów prezydenckich. Włodarze największych polskich miast już teraz mówią, że dla bezpieczeństwa i zdrowia ludzi nie będę zmuszać nikogo do udziału. Na szczęście, w „tarczy” znalazł się przepis, mówiący o tym, że jak burmistrz, wójt albo prezydent nie będzie chciał organizować wyborów, to ma to zrobić wojewoda. Dodatkowo, wicemarszałek Terlecki ogłosił, że jeśli samorządowcy nie zorganizują wyborów (niezależnie od okoliczności), to złamią prawo i w związku z tym, w ich miejsce będą ustanowieni komisarze. Prezydenci Wrocławia, Warszawy, Gdańska, czy Olsztyna na razie twierdzą, że ważniejsze od pensji jest zdrowie i życie mieszkańców ich miast. Ciekawe jak będą śpiewać za miesiąc?

Dwa tygodnie temu odbyły się wyboru uzupełniające w kilku gminach, co dawało nadzieję, że wybory prezydenckie będą mogły się odbyć. Tymczasem, w minioną niedzielę nie odbyły się wybory w Jarocinie, bo zrezygnowali z nich wszyscy kandydaci i komisja wyborcza. Na razie kar nie przewidziano, bo nikt z partii rządzącej nie pomyślał, żeby dorzucić je do „tarczy”.

Wszystko wskazuje na to, że w finale marcowej rozgrywki pt. „w którym kraju będzie najwięcej zachorowań na COVID-19” wygrają Stany Zjednoczone. Na chwilę pisania tego felietonu zachorowało tam ponad 144 tysiące ludzi. Na pudle znajdują się również Włochy (prawie 100 tys. zachorowań) i Hiszpania (ponad 85 tysięcy stwierdzonych przypadków). Dwa europejskie kraje zaczynają być już pod koniec szczytowej fali, natomiast jeśli chodzi o USA… każdy ze stanów został pozostawiony sam sobie i prezydent Trump, poza uruchomieniem dodatkowych środków nie przewiduje żadnej skoordynowanej akcji. Co więcej, jego zdaniem, cała ta sytuacja jest świetną okazją do konkurowania na wolnym rynku usług medycznych.

Mycia rąk i jak najkrótszej kwarantanny, sobie i wszystkim życzę,

Żmija

Żmija

Jadowity punkt widzenia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *