Raciszyn i Raciszyn 2 niewiele nam mówią, jednak specjaliści od kamieni wapiennych nazwy wyrobisk znają doskonale. Kamień, mączka, trawertyn, albo kamień raciszyński - pod takimi nazwami znane są wyroby firmy WKG, która jest jednym z największych producentów kamienia wapiennego. Głównym odbiorcą ich wyrobów jest elektrownia w pobliskim Bełchatowie - kupuje pół miliona ton rocznie. Nie ma dzięki temu kwaśnych deszczy w naszym rejonie - kamień wiąże siarkę i powstaje wskutek tego gips - to oczywiście uproszczenie. Idąc dalej mamy dzięki temu między innymi płyty z karton- gipsu. 

Początek firmy datuje się na 2002 rok. Zaczynano od kilku osób, teraz zatrudnienie to 130 osób, 65 proc. to mieszkańcy z gminy Działoszyn, kolejne 150 osób z tej gminy to kooperanci. Jest też zakład w Wojkowicach koło Będzina, który powstał 3 lata temu - największy w Europie zakład tego typu. Hale mają tam 5 hektarów powierzchni. Korzyści dla gminy, która ma u siebie taką firmę trudno przecenić - korzyści finansowe, ale nie tylko. Dla gminy Działoszyn za ostatnie 5 lat wpływy podatkowe wyniosły 3,5mln. złotych Zatrudnienie, promocja, wsparcie imprez lokalnych...

WKG to jeden z największych pracodawców w rejonie, w dodatku perspektywiczny. Inwestycja dotychczasowa to 110 mln, kolejne 100 milionów jest inwestowane. Zastosowanie dla mączki wapiennej, którą produkują jest olbrzymie. Głównie używany jest do odsiarczania, ponadto w nawozach, paszach, zastosowanie szerokie - nawet opony samochodowe zawierają mączkę wapienną. Z trawertynu powstają rzeźby, płyty..., nowy budynek WBK we Wrocławiu ma elewację w całości z tego kamienia.

Prezes Będkowski - zachwala firmę - dla lokalnej społeczności jesteśmy bardzo atrakcyjnym partnerem, sponsorujemy dni miasta i gminy Działoszyn, ogrodzenie w szkole w Raciszynie, dożynki. Wspierane są lokalne stowarzyszenia, a lokalnej społeczności firma jest widoczna. W Wapienniku są pokłady wapienia znajdujące się w linii prostej do zabudowań w odległości około 1250 metrów, do remizy, w której odbywa się spotkanie to już 2500 metrów, pomiędzy wsią, a potencjalnym wyrobiskiem jest też ściana lasu około 500 metrów. Powierzchnia złoża to około kilkunastu hektarów. są już wstępne badania mówiące o 15, 20 ha - być może więcej, nie prowadzono dotychczas szczegółowych badań. Firma WKG, która przeprowadziła badania geologiczne bardzo chce się rozwijać właśnie tutaj. Są skłonni zainwestować, płacić podatki, zatrudniać miejscowych. Całe wydobycie odbywać by się miało w środku lasów państwowych, a droga do wywozu urobku nie odbywałaby się przez Wapiennik. Nie korzystaliby nawet z dróg asfaltowych. Do zakładu od odkrywki jest około 3,5 km w przeciwną niż Wapiennik stronę. Cała komunikacja odbywałaby się w kierunku północnym, nic od nas nie wyjedzie w kierunku Wapiennika - poza linię lasu, całość tzw. drogą Dankowską - zapewnia prowadzący spotkanie. Przyszliśmy do pani wójt z jedną tylko prośbą - konieczna jest zmiana studium, dlatego też chcemy poinformować społeczeństwo o naszych planach, jesteśmy przejrzyści.

Mieszkańcy jednak widzą to inaczej. Firma chce im pod nosem wybudować kopalnie odkrywkową. Boją się kurzu, huku wystrzałów, płoszenia zwierząt i psucia natury. Wspominają o Szachownicy, o terenach Natury 2000, o zaniku wody wskutek ruchu górotworu. Ten teren nie jest w obszarze Natura 2000 - ripostują prowadzący - jesteśmy dużą, poważną firmą, nie byłoby nas tutaj gdyby tereny te były objęte ochroną. Gdyby w Parku Załęczańskim miały być źródła wapienia nie byłoby możliwości ich urobku. Chcemy, być gminą ekologiczną, Szachownica,  nietoperze, siedliska ptaków. Jaki wpływ kopalnia będzie miała na przyrodę? Było nam dane przeżyć brak wody jak ruszył Bełchatów czy daje pan gwarancję, że woda nie zniknie? drążą temat mieszkańcy.

Michał Jagiełło - członek zarządu mówi - każdy mieszkaniec otrzymał zaproszenie. Firma oczekuje zmian w warunkach planu zagospodarowania, nie działa za plecami mieszkańców. Nie planujemy też eksploatacji poniżej wód gruntowych, nie ma obaw, że stracicie wodę. Państwo możecie też w studium zapisać, że zezwalacie na eksploatację złoża powyżej poziomu wód gruntowych, to jest święte. Jeżeli zakładamy że woda jest na poziomie 190 m.n.p.m. to planujemy eksploatację na poziomie 193 metrów, nie ma żadnego ryzyka. Wójt Bożena Wieloch wskazuje, że Rada Gminy pyta mieszkańców, bez ich opinii nie chce działać, jak dodaje - jestem wójtem z waszego wyboru, dopóki państwo nie wyrazicie zgody na istnienie kopalni, my nie będziemy angażować żadnych środków w badania. Na spotkaniu robi się coraz głośniej. Tam jest już stare wyrobisko wielkości około 5 ha. Wielu z nas ma pompy ciepła oparte o wody gruntowe. Gdy lustro wody opadnie, pompy przestaną działać. Jaki wpływ na fundamenty kamienne starych domów, które nie mają ław fundamentowych będą miały strzały dla urobku kamienia? Pojawia się też wiele nieracjonalnych pytań. Na wszystkie jednak prowadzący stara się udzielić odpowiedzi.

Wójt informuje, że zamówiła u Jacka Ruszkowskiego z Uniwersytetu Śląskiego wstępną ekspertyzę. Jest on uprawnionym hydrogeologiem i chętnie spotka się z mieszkańcami - dla mnie jako gospodarza gminy najważniejsza jest woda - podkreśla. Mieszkańcy przytakują - woda tutaj jest najlepsza w skali gminy - mówią. Może być i tak, że woda zniknie całkiem, wtedy trzeba szukać innej studni. Ja jestem za rozwojem gospodarczym, jednak musimy zawrzeć pewien konsensus - dodaje wójt. Mówimy o wodzie, podstawie życia. Jakakolwiek decyzja na starcie musi być oparta o wiedzę. Poszukiwanie nowych studni - czy jest warte tych około stu tysięcy podatku do gminy rocznie? - mówi znacząco. Przy waszej dezaprobacie dla tego przedsięwzięcia, temat się zakończy. Ja nie będę działać przeciwko mieszkańcom.

Warunki wodonośne nie mają charakteru stałego. Decyduje o nich również zmiana geologiczna wokół źródeł wody. Mogą zmienić się warunki hydrologiczne po rozpoczęciu eksploatacji - mówi jeden z mieszkańców. Pieniądze nie zrekompensują strat mieszkańców. Kto zapłaci za ewentualne szkody? Nikt się tu o nas kiedyś nie troszczył, były już takie czasy, że nie mieliśmy czym umyć szklanek, bo wody nie było. Nie chcemy ponownie tego przeżywać... Rozmowa trwa jeszcze kilkanaście minut, widać jednak, że mieszkańcy nie są zainteresowani odkrywką na ich terenie. Trudno im się dziwić - ryzyko nawet jeśli nie jest duże, to jakieś na pewno jest. W zamian iluzoryczne miejsca pracy w czasie, gdy pracy nie brakuje, nie jest to więc argument. Sto tysięcy podatków do gminy rocznie? Też żaden argument, to w końcu pieniądze, które nie trafią do ich kieszeni. W razie szkód kto zapłaci odszkodowanie? Powoła się rzeczoznawcę, wyceni... to w zasadzie przesądza sprawę. Każdy chciałby żyć jak mieszkańcy Kleszczowa, nikt tego im jednak nie zapewni. Ryzyko nie warte ich zgody.

Podsumowując pierwsze konsultacje, czy rada gminy Lipe ma dokonać zmian w studium - pyta zebranych wójt Bożena Wieloch. Jednogłośnie mieszkańcy głosują przeciw.

Temat na chwilę obecną jest zakończony. Nikt was nie stawia pod ścianą, wójt wsłuchuje się w głos i decyzje mieszkańców – kończy spotkanie.

Reklamy

Farmer

Najnowsze na stronie

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10

Reklamy

Luk-Pol