The Martian - Marsjanin. Recenzja

Reżyseria: Ridley Scott

Główna rola: Matt Damon

Premiera w Polsce 02.10.2015.

Moja ocena 9/10

Tematyka kosmiczna jest tak stara jak samo kino. Marsjanin na podstawie książki Andy'ego Weira o tym samym tytule pojawił się w 2015 roku około roku po Interstellar i dwóch lat po Grawitacji. Film Ridleya Scotta jest wyjątkowy pośród ostatnich filmów tego gatunku. Nie jest pewnie tak widowiskowy jak Grawitacja, która ukazuje piękno naszej planety widziane z niskiej orbity, mimo to jest urzekającą wizją walki człowieka z obcością odległej planety. Filmy kosmiczne kojarzą się nam głównie z najazdami obcych, z walką i dreszczem strachu. Tutaj nie dzieje się nic co przyprawiałoby nas o dreszcz, a jednak film jest urzekający.

Matt Damon wciela się w astronautę Marka Watneya, w trakcie burzy piaskowej porwanego przez silny podmuch, którego urządzenia monitorowania życia uznają za zmarłego. Ekspedycja jest zagrożona, dowódca wyprawy decyduje się na odlot z Marsa i pozostawienie zwłok Marka na planecie.  Gdy koledzy z wyprawy są już w drodze od kilku godzin rany w brzuch Mark budzi się w piasku i na resztkach tlenu dociera do bezpiecznego habitatu. Zostaje sam na Marsie.

Opatrzenie rany, nagranie informacji o zaskakującym przeżyciu mimo rozszczelnienia skafandra, inwentaryzacja pozostawionych zapasów, zakasanie rękawów i praca, by przeżyć do kolejnej misji z Ziemi, która zawita na Czerwoną Planetę za nieco ponad 1000 dni. Astronauci nie są zwykłymi ludźmi o czym chyba nikogo przekonywać nie trzeba? Znajomości biologii, chemii, fizyki i wielu pokrewnych dziedzin wraz z ogromną inteligencją pozwalają na rozpoczęcie uprawy ziemniaków na marsjańskich piaskach pozbawionych wody. Powrót do domu z niegościnnej planety może nie być łatwy, tym bardziej gdy na Ziemi nikt nie wie, że on żyje. Pomysłowość Watneya jest niezwykła, sposób narracji przypomina życie trampa na bezludziu – tutaj dosłownie.

Humor, cięty język i uwagi na temat codzienności są głównym tłem życia na planecie, do tego doskonała muzyka pozostawiona przez członka ekipy, która wraca do domu, przeboje lat osiemdziesiątych są świetnie wkomponowane w tło filmu, dobór muzyki jest fantastycznie skorelowany z sytuacją Marka Watneya.

Dowcipny film o potędze rozumu, harcie ducha i solidarności. Każdy problem da się rozwiązać wystarczy ruszyć głową. Niewiarygodnych scen jest stosunkowo mało jak na Amerykański blockbuster. Cały film był konsultowany z naukowcami, a sam autor książki przez wiele lat interesuje się Marsem. Można się przyczepić, że na Marsie nie ma tak silnych burz piaskowych by porwała człowieka, można też przyczepić się do ostatnich scen ratunkowych, jednak reszta filmu jest wiernie oddanym stanem wiedzy ludzkości na dzień dzisiejszy dotyczącym najbliższej nam planety, która od lat wzbudza dreszcz emocji u naukowców.

Budżet filmu to ponad 100 milionów dolarów, film był kręcony przez Dariusza Wolskiego a nagrywane sceny w węgierskim studiu filmowym gdzie zbudowano wnętrza bazy i promu kosmicznego. Muzyczne tło dla ekranowych zdarzeń tworzy muzyka Glorii Gaynor, Abby czy Donny Summer. Bohaterowie filmu stanowią ciekawą mieszankę kultury technicznej i sympatycznych studentów. Gdy nie widziałeś tego filmu – polecam, to mój absolutny numer 1/12 w roku 2015.

Opracowanie: Jarosław Brzęczek

Reklamy

Luk-Pol

Najnowsze na stronie

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10

Reklamy

Rado Rowery